Jeśli ktoś po przeczytaniu tytułu mojego posta od razu miał skojarzenie z "czarnym" rapem rodem zza oceanu to trafił w przysłowiową dziesiątkę. Wszelkie rasistowskie myśli są tutaj nie na miejscu. Ja osobiście jestem daleki od uprzedzeń na tle rasowym, tym bardziej jeśli rzecz tyczy się muzyki.
W ubiegłym tygodniu siedząc w pracy nagle zapragnąłem nowych doznań muzycznych, które umiliłyby mi wykonywanie obowiązków służbowych. Podpytałem pewnego nieźle zorientowanego muzycznie Łukasza, z którym pracuję o jakieś polecenia godne mojej uwagi. On popatrzył chwilę na mnie, po chwili powiedział: "Ty siedzisz troszku w hiphopie to powinno Ci się spodobać" ...i spodobało na tyle, że od kilku dni nie potrafię się uwolnić od muzyki, z którą mocno kojarzy mi się gra GTA San Andreas. Jej fani będą wiedzieć o czym mowa. Nie jedną noc zarwałem nad tą gierką utrzymaną w klimacie czarnego, gangsterskiego rapu i życia rodem z amerykańskich dzielnic lat 90-tych.
Myśląc o tej muzyce moje pierwsze, podświadome brzmieniowe skojarzenie to motyw z piosenki "Skills" grupy Gang Starr. Kto zna ten charakterystyczny beat ten zrozumie. Kawałek utrzymany w mocno oldschoolowym klimacie przez co kojarzyć się może ze wczesnymi latami dziewięćdziesiątymi i erą kris kross. Przekornie utwór wydany w 2003 roku.
W ciągu ostatnich kilku dni przesłuchałem ok 250 utworów mając na celu wyłowienie tych najlepszych. Odświeżyłem również swoje zasoby tego gatunku i właśnie mam zamiar zaproponować wszystkim kilka fajnych, moim zdaniem pozycji.
Na pierwszy rzut kawałek, który najbardziej ostatnio wpadł mi w ucho. Może to ten przyjemny beat, może spokojny, kojący ton głosu artysty a może bardziej ten oldschoolowy damski wokal zaczerpnięty z piosenki nagranej w 1965 świetnie wkomponowany w utwór tak uderzył w mój gust. Do końca nie wiem ale miło się słucha. Kawałek wydany w 99 roku.
Co do tego kawałka nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Fajnie się go słucha. Koniecznie głośno. Dobra aranżacja wpadająca w ucho. Świetnie komponuje się z wokalem w refrenie. Uznany w środowisku raper z ciekawym głosem. Inny dobry kawałek godny polecenia, w którym miał swój udział to Pushin. Tyle.
W tym przypadku to już powiew nowoczesności bo piosenka wydana w 2006. Inne czasy ale jak najbardziej utrzymana w klimacie. Główny motyw aranżacji czyli dźwięk niby skrzypiec brzmi jakby znajomo. Nieźle zrobiony kawałek. Można posłuchać. Mi się podoba.
W sumie to nie potrafię określić dlaczego ale jakoś szczególnie lubię tą piosenkę. Niby aranżacja prosta, taka pocięta, poszarpana. Gdzieś tam w tle delikatny kobiecy głos rozbrzmiewa. Ogólnie monotonnie ale jak przyjemnie. Lekki klimat utworu pozwala się delikatnie kołysać. Trudno się oprzeć, prawda?
Mam wrażenie, że dzisiejszy post bardziej skierowany jest do grona miłośników tego specyficznego nurtu muzycznego. Ilu fanów tylu oponentów. Znam ludzi, którzy wręcz nienawidzą rapu a już "czarnego rapu" w szczególności. Ale nic to. A nóż może kogoś przekonałem i zainteresowałem. Przecież w każdym gatunku muzycznym można odnaleźć coś dobrego. W myśl zasady, spróbuj a posmakujesz... ja też kiedyś nie lubiłem wybitnie oliwek, a teraz... :)
Polecam.
P.S.
Czy są tu jacyś miłośnicy filmu How High? Paradoksalnie moje pierwsze muzyczne skojarzenie z filmem to Du Hast grupy Rommstein. :)
Są takie utwory, które nigdy mi się nie znudzą i do których często wracam. Wartościowe kompozycje dziś już niekiedy zapomniane, nagrane wiele lat temu. Czasem ktoś skomentuje mój zachwyt nad tego typu kawałkami, których akurat słucham lub o których mówię takim oto krótkim zdaniem:
"No co ty?! przecież to już takie stare jest!"
A gdzie jest napisane na muzyce: Ważne do dnia... lub najlepiej spożyć do...
Co za głupie stwierdzenie.
Niestety mam wrażenie, że z roku na rok tworzona jest coraz gorszej jakości muzyka. Plastikowe aranżacje robione na szybko pod publikę. Skraca się mocno cykl życia utworu, który promowany jest przez chwilę bo zaraz i tak zaleje go kolejna fala masówki.
W myśl starego powiedzenie Stare ale jare dziś pozwalam sobie przywrócić do życia utwory, które wywarły na mnie duże wrażenie. Mam zamiar stworzyć cykl postów, w których będziecie mogli posłuchać dobrej muzyki z przeszłości. Pewnie każdy ma jakieś skojarzenia czy wspomnienia z danym utworem. Miło czasami powrócić myślami do okresu w życiu, kiedy ta muzyka nam towarzyszyła na co dzień.
Na początek jeden z moich faworytów. Perła, która wyszła spod ręki Timbalanda, moim zdaniem mistrza beatów. Charakterystyczne dla niego jest to, że jego aranżacje są wzmocnione wyrażną sekcją perkusyjną. To element rozpoznawczy w wielu jego kompozycjach.
Utwór ma niesamowity klimat. Jakże prosty. Perkusja mocna i głośna. Mogła by zdecydowanie rozjechać ten utwór, wprowadzić chaos ale wręcz przeciwnie, jest ona idealnie wkomponowana i rytmicznie stanowi idealny fundament dla kompozycji. Dodatkowo zachwyca tu głos Nelly, który świetnie pasuje do całości. Na uwagę zasługują również miłe dla ucha chórki oraz zwykłe "hej" Timbalanda wplecione głęboko w tle, które w ciekawy sposób wzbogaca tę aranżację. Po prostu mistrzostwo.
Bardzo lubię tę piosenkę. Została wydana w połowie 2006 roku na trzecim albumie artystki, który nosił tytuł Loose. Płyta bardzo dobra z wieloma fajnymi kawałkami.
Pomimo, że utwór ten został wydany w połowie 2004 roku ja pierwszy raz zetknąłem się z nim w Styczniu 2005. Idealna aranżacja z dominującą partią urzekającego pianina, które jest cechą charakterystyczną dla tego zespołu. Wokal świetnie komponuje się z całością. Bardzo lubię ten kawałek. Dla mnie mocno sentymentalny. Fajny klimat, przyjemna melodia, mądry tekst. Polecam tym, którzy nie znają i tym co już znają od dawna bo może odkryją na nowo :)
Właściwie to nie wiem skąd i kiedy pojawił się w moim życiu. Wiem jednak, że już nie potrafiłem się od niego uwolnić. Wydany w 2005roku. Świetnie zrobiony utwór. Każda jego partia jest wartościowa. Niby aranżacja prosta ale jaka doskonała. Perkusja, a szczególnie uderzenie werbla surowe dla ucha. Partie gitarowe bardzo fajne, ciekawie urozmaicone dogrywkami raczej syntetycznego dźwięku smyczków. Ładna barwa głosu wokalisty. Jego wokal leniwy, trochę tajemniczy w zwrotkach, zdecydowany i mocny w refrenach. Całość dobrze brzmi w dość głośnym wydaniu. Słychać wtedy wyraźnie całą harmonię tej kompozycji. Bardzo dobry i jak najbardziej godny polecenia kawałek.
Dziś pozwoliłem sobie przypomnieć utwory z lat 2005/2006 Utwory dla mnie szczególne. Bardzo je cenię i często do nich wracam gdy mam ochotę na najwyższej jakości dobrą muzykę. Niewiele jest kompozycji, którymi oprócz słuchania można się także delektować. Te zdecydowanie należą do tej grupy. Szacunek dla osób, które były zaangażowane w proces twórczy tej muzyki.
Kolejny raz wracam do twórczości Armina. Spełniając moją obietnicę dziś chcę odnieść się do jego albumu studyjnego, który wydał w połowie 2013 roku. Płyta nosi tytuł Intense i jest piątą z kolei autorską pozycją w jego dorobku.
Przygotowując się do tego posta katowałem tą płytę przez ostatni tydzień w moim samochodzie aby sobie przypomnieć materiał i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Muszę przyznać, że jest to pozycja specyficzna. Na pierwszy "rzut" dla osoby nie obcującej z muzyką trance wyda się lekko nudna. Wynika to, jak sądzę z faktu, że utwory w większości są wyrazem subtelności, wrażliwości oraz znacznej już dojrzałości artysty. Armin ma już swoje lata. Na scenie klubowej funkcjonuje nie od wczoraj i w związku z tym muzyka zawarta na tej płycie jest jakby spokojniejsza i bardziej wyrafinowana. Dopracowana w najmniejszych szczegółach. Nie odnajdziemy tu niepotrzebnych przejść czy zbędnych dźwięków. Domniemam, że pisząc te kawałki nie zależało mu na stworzeniu na siłę przeboju, który porwie masy. Zrobił coś, co aktualnie mu w duszy gra. I za to szacunek. Idealnym potwierdzeniem moich słów może być obecność na płycie "żywych" instrumentów. Szczególnie uwagę muszę zwrócić na tytułowy utwór otwierający całą płytę. Melodia główna prowadzona jest za pomocą niesamowitej wręcz barwy skrzypiec. Melodia i ten zadziwiająco rzeczywisty dźwięk robią wrażenie. Utwór moim zdaniem ogólnie jest odrobinę za długi i pod koniec robi się trochę monotonnie. Ale warto go posłuchać właśnie dla tych skrzypiec. Ciekawostką jest fakt, że przy nagraniu tego kawałka brała udział izraelska skrzypaczka z polskimi korzeniami.
Biorąc pod uwagę, że Armin zatytułował całą płytę nazwą tej właśnie kompozycji pozwala mi sądzić, że moje domysły są słuszne.
Tak jak napisałem wcześniej pod względem technicznym całość jest fachowo zrobiona. Można wyczuć wysoką jakość i wieloletnie doświadczenie autora. Utwory są urozmaicone ciekawymi melodiami, rozbudowanymi przejściami czy efektami. Jak dla mnie idealna do posłuchania podczas podróży.
Moje ulubione pozycje na płycie to dwa utwory:
Beautiful life - Bardzo dobry kawałek. Mamy tu charakterystyczny dla Armina ciepły, melodyjny wpadający w ucho wokal, który jest świetnie skomponowany z aranżacją. Do melodii głównych zostały wybrane ciekawe barwy dźwięków a z kolei przy tym linia basu brzmi trochę surowo. Lubię szczególnie moment kiedy utwór zaczyna się rozpędzać od ok 1:40 a ok 2:08 wchodzi mocnym uderzeniem główny temat kompozycji. Mamy tu do czynienia z dużym ładunkiem energetycznym. Nie da podczas słuchania tej płyty nie zwrócić uwagi na tę pozycję. Idealnie brzmi głośno z mocno podbitym basem.
Forever is Ours - Zdecydowanie mój faworyt. Prawdziwa perełka na płycie. Utwór świetnie poprowadzony, nieco zaskakujący, który doceniłem dopiero przy "którymś" kolejnym przesłuchaniu.
Całość zaczyna się dość surowo, chaotycznie, dźwięki trochę industrialne sprawiają wrażenie jakby nie do końca pasowały do siebie. Jakby pojawiały się przypadkowo. Po ok 90 sekundach takiego wstępu wchodzi wokal. Typowy dla Armina. Ulubiona przeze mnie ciekawa, działająca kojąco na zmysły barwa głosu połączona z dobrze wkomponowaną melodią. Po ok 2 minutach następuje wyciszenie, po którym utwór nabiera innego oblicza. Moment ten zaskakuje słuchacza. Pojawia się subtelne rozciągnięcie przestrzeni. Następuje delikatna i refleksyjna aranżacja, która wzmocniona wokalem powoli się rozkręca. Ok 3:27 następuje ponownie wyciszenie i utwór rozpędza się już melodią główną, której od ok 4 minuty barwa zmienia się w mocny i wyrazisty dźwięk syntezatora doprawiony delikatnym echem. Zabieg miły dla ucha. Ok 4:11 pojawia się główny temat utworu wraz z mocnym uderzeniem aranżacji. Całość robi wrażenie i niesie ze sobą duży ładunek energetyczny.
Lubię wyjątkowo ten utwór. Zróżnicowany i zaskakujący. Zdecydowanie mój numer jeden na płycie.
Fanom brzmień klubowych polecam cały krążek. Zawiera on wiele innych, dobrej jakości, interesująco zrobionych utworów, które zaspokoją oczekiwania najbardziej wymagających. Pozycja godna polecenia i wydanych pieniędzy.
Czy znacie już Avicii? Sądzę, że choć ten pseudonim może brzmieć nieznajomo to jednak czy tego chcecie czy też nie jego twórczość nie jest Wam obca. Zapraszam do przeczytania tego wpisu, który pozwoli poznać go bliżej.
Naprawdę nazywa się Tim Bergling. Jest pochodzącym ze Szwecji dj-em oraz producentem muzycznym brzmień klubowych z gatunku house z jego progresywną odmianą. Jego kariera zaczęła intensywnie nabierać tempa w 2010 kiedy pod innym pseudonimem Tim Berg wydał swój singiel Bromance oraz jego wersję z wokalem Seek Bromance. Do obu powstały różne, charakterystyczne dla artysty teledyski. Inny znany utwór z tamtego okresu twórczości wydany w 2011 to Levels.
Moja przygoda z Avicii rozpoczęła się w 2012 roku po wydaniu singla I Could be the One, który powstał przy współpracy z innym producentem Nickym Romero.
Zarówno utwór jak i teledysk od razu zrobiły na mnie duże wrażenie. Kawałek świetnie zrobiony pod każdym względem. Producenci użyli miłych dla ucha barw ciekawie obrobionych przez efekty. Mistrzowsko poprowadzony. Po ok 1 minucie następuje wyciszenie aranżacji. Wchodzi ulubiony przeze mnie rodzaj żeńskiego wokalu nasyconego ciepłem z przykuwającą uwagę melodią. W tle rozwija się powoli równie intrygująca partia delikatnego syntezatora wzmocniona efektem echa. Przyjemnie się słucha tego elementu kompozycji. Po nim następuje rozwinięcie z mocną melodią i sporą dynamiką. Energia oraz zwiększające się nagle tempo muzyki sprawia, że nie możliwym jest aby ktoś nie zaczął chociażby poruszać do rytmu nóżką :) Muzycznie kawałek świetnie zrobiony i dopracowany. Idealnym uzupełnieniem tu jest teledysk. Kto z nas, pracujących na etatach, będących w podobnej sytuacji jak bohaterka klipu nie czuje frustracji? Kto nie ma dość i nie jest zmęczony nudną, dołującą pracą? Kto nie marzy o innym, beztroskim życiu na gorących plażach Świata? Myślę, że każdy miewa takie chwile. Niech każdy przyzna się teraz jak bardzo chciałby postąpić jak ona w 3:45 minucie. Pieprznąć wszystko i trzasnąć drzwiami bez względu na konsekwencje. Dziewczyna budzi sympatię. Trudno jest się z nią nie identyfikować. Trochę robi się jej szkoda pod koniec. Kiedy już udało się jej podjąć dobrą decyzję i była już tak blisko jej plany niweczy pewne wydarzenie. Dodam, że na drzwiach ciężarówki jest logo "2late" :)
Szczególnie polecam. Dobry kawałek, zabawny, przemyślany teledysk. Całość wprowadza w dobry nastrój. Mój zdecydowany faworyt z pośród wszystkich numerów tego artysty.
W 2013 Avicii wydał kolejne trzy interesujące single: Wake me Up, You make me oraz Hey brother. Każdy z nich to dobrze zrobiona kompozycja utrzymana w stylu charakterystycznym dla autora. Szczególną uwagę chcę zwrócić na ten ostatni, w którym możemy usłyszeć niesamowity wokal Dana Tyminskiego. Utwór utrzymany w stylistyce country wzmocniony brzmieniami elektronicznymi. Musze przyznać, że ciekawie wyszło. Ponadto teledysk pozwala przenieść się w klimat amerykańskiego stylu życia. Mimo wszystko refleksyjny, trochę smutny. Ponownie wszystko starannie dopracowane tworząc dobrej jakości kawałek godny polecenia.
W przypadku tego producenta należy zwrócić uwagę na wyjątkowe teledyski. Są przemyślane i świetnie zrobione. Stanowią uzupełnienie utworu. Charakterystyczne dla Avicii jest to, że kilka z nich ma bardzo zaskakujące zakończenie. Tak jest w przypadku teledysków do Bromance, Seek Bromance, I Could be the One oraz moim zdaniem najmocniejszego z nich nakręconego do piosenki Silhouettes. Zakończenie spowodowało, że mocno zaskoczony musiałem obejrzeć ten teledysk jeszcze raz.
Kariera tego producenta rozwija się stosunkowo od niedawna i sądzę, że stworzy on jeszcze wiele ciekawych utworów. Ja bardzo lubię jego muzykę i szczególnie polecam fanom klubowych brzmień przy których można trochę poimprezować.
Pewnie wielu po tytule posta zaraz pomyśli, że będę chciał się odnieść do muzyki rockowej lat osiemdziesiątych z okresu przemian ustrojowych w naszym kraju. Niestety. Ja wychowałem się w zupełnie innych czasach i realiach. Inne realia, inny bunt, to i inna muzyka.
Gdy kończyłem podstawówkę tworzył się w Polsce nowy gatunek muzyczny, który przyszedł do nas z zachodu. Do dzisiejszego dnia ma on tylu samo przeciwników co fanów. Mam ma myśli hip hop, którego początek w Polsce osobiście datuję na 1998 kiedy to pojawiła się pierwsza płyta Molesty Skandal. Nie było dzieciaka na osiedlu czy w szkole, który by nie znał kawałka ArmagedonczyWiedziałem że tak będzie.
W 1999 powstała grupa WWO założona m.in. przez Sokoła. Ich pierwsza płyta zawierała inny kultowy kawałek Jeszcze będzie czas. Jak sądzę wszyscy zwolennicy gatunku go znają. Ile to osób się zastanawiało co oni śpiewają chórem w pierwszej części refrenu. Ile ludzi tyle było wersji. Okazało się, że żadna nie była trafiona bo oryginał to: "kanabis, whisky, ananas..." :)
Innym ważnym momentem dla kształtowania tej muzyki było pojawienie się w 2001 filmu Blokersi Sylwestra Latkowskiego. Ponadto w tym samym roku swoją pierwszą płytę S.P.O.R.T. wydał Tede. Zawierała ona takie klasyki jak: Drin za drinem, Ona jest szmatą, Wyścig szczurów, Mróz. Uczyliśmy się tych tekstów na pamięć.
Takie były początki. Narodziła się wtedy nowa forma wyrażania myśli przez młodych ludzi utożsamiających się ze zbuntowanym, pełnym agresji przekazem płynącym ze strony pozorujących na groźnych i zdeterminowanych hiphopowców w szerokich spodniach i z ogolonymi głowami. Z tego względu muzyka ta początkowo była głównie kojarzona z wulgarnymi tekstami opisującymi trudy życia młodzieży głównie dorastającej w rzeczywistości betonowych blokowisk wielkomiejskich osiedli.
Hip hop w Polsce rozwijał się bardzo intensywnie. Jak grzyby po deszczu powstawały nowe składy. Dzieciaki zaczęły nagrywać tzw nielegale. Z biegiem lat poprawiała się jakość tej muzyki. Teksty utworów stawały się bardziej dojrzałe. Aranżacje dopracowane i wpadające w ucho. Teledyski budziły coraz większe zainteresowanie. Pamiętam, że w tamtym czasie rap opanował stacje telewizyjne i radiowe. Powstawało wiele ciekawych utworów.
Przesyt tym gatunkiem muzycznym nastąpił, w momencie, gdy hiphop zaczął być tworzony na masową skalę i stał się bardziej komercyjny. Jego niszowy charakter i klimat zostały utracone bezpowrotnie. Dodatkowo zaczęło wyodrębniać się z ogółu tej kultury pewne zjawisko nazwane hiphopolo. Ogromny medialny szum wokół tej muzyki nieco ucichł. Na scenie pozostali najmocniejsi reprezentanci, którzy niejako tworzyli tę subkulturę w Polsce.
Należę do grona osób, które w pewnym sensie wychowały się na hip hopie. Rozkwit tej muzyki przypadał na czas kiedy byłem nastolatkiem mającym 17, 18 lat. Na warszawskich Bielanach, gdzie dorastałem ta muzyka otaczała nas praktycznie z każdej strony. Uczestniczyłem w tym wszystkim po przez zabawę w rap. Pisaliśmy teksty, tworzyliśmy aranżacje. Robiliśmy nagrywki, gadaliśmy rymami. To był temat numer jeden. Byliśmy tym mocno zajarani.
Minęło wiele lat od tamtej pory ale mimo to ja często powracam do kawałków z tamtych czasów. Ponad to staram się śledzić nowości wydawnicze artystów, których lubiłem, a którzy dalej tworzą. Dzisiejszy rap jest zdecydowanie dojrzalszy. Ludzie, którzy pozostali na scenie mają podobnie jak ja więcej lat i nie poruszają już w swoich tekstach oklepanych i nudzących tematów, takich jak osiedlowy melanż, nienawiść do policji, agresja czy fascynacja narkotykami. Obecny rap jest zupełnie inny. Choć dalej opowiada o "życiowych" kwestiach czy kontrowersyjnych problemach to jest jednak mniej wulgarny. Traktuje o poważniejszych i bardziej istotnych sprawach dla człowieka, takich jak m.in. właśnie patriotyzm. Jest kilka utworów, które cenię za to, iż pomimo tego, że mamy 2014 rok i niestety zatracamy swoją przynależność narodową na rzecz globalizacji na poziomie Europy czy Świata to one kształtują w młodych ludziach świadomość narodową i przypominają, że w pierwszej kolejności jesteśmy Polakami.
I nie mam tu na myśli kawałka My Słowianie :)
63 dni chwały - Hemp Gru.
Tekst tego utworu mnie osobiście powala na kolana. Aranżacja świetna. Kawałek nawiązuje do historii Powstania Warszawskiego. Uważam, że My, pokolenie młodych ludzi, urodzonych już w wolnej Polsce i żyjących w tych oto szybko zmieniających się czasach zapominamy o bohaterskiej postawie walczących o wolność z okresu II Wojny Światowej. Spotykam osoby, dla których ważniejsze są pierdoły i błazenada celebrytów czy losy gwiazd telewizyjnych seriali niż pamięć o historii naszego kraju. Spotkałem kiedyś kobietę, która nawet nie wiedziała kiedy wybuchła wojna, tłumacząc się tym, że jest to dla niej mało istotne. To przykre. Tekst tego utworu daje do myślenia. Budzi ducha patriotyzmu. Bardzo lubię, czasem potrafię słuchać kilka razy.
Nie pytaj mnie o nią - Eldo.
Moje pierwsze skojarzenia to odniesienie do pewnego programu publicystycznego pewnego znanego dziennikarza i do jego nazwy w formie pytania o nasz kraj. Po jakimś czasie przypadkiem dowiedziałem się, że jest to kawałek bazujący na piosence Obywatela G.C. pod tym samym tytułem. Trochę się rozczarowałem ale nie straciłem szacunku do tego utworu i do jego autora. W tekstcie ani razu nie pada słowo Polska czy ojczyzna. Do końca nie wiadomo o czym śpiewa Eldo. Łatwo się jednak domyśleć, że utwór ten jest charakterystyką naszego kraju. Kolejny dojrzały kawałek budzący uczucia patriotyczne, koło którego nie można przejść obojętnie. Bardzo dobra aranżacja. Mądry tekst.
Dokąd idziesz Polsko - Tede
Trzeci przykład odnoszenia się do kwestii narodowościowych. Utwór tekstem nawiązuje do innego ważnego wydarzenia w naszej historii ale nie tak bardzo odległej. Chodzi tu o katastrofę smoleńską z 10.04.2010. Tytuł moim zdaniem, podobnie jak w poprzednim przykładzie budzi skojarzenia ze wspomnianym już programem pewnego dziennikarza. Tede nawiązuje tu bardziej do chorej sytuacji w polskim społeczeństwie i do całego podziału jaki powstał po tym wydarzeniu. Cieszę się, że powstał taki utwór bo osobiście się z nim utożsamiam. Jaka jest prawda, jakie się cyrki i paranoje związane z tym tematem sądzę, że każdy kumaty obywatel wie. Marsze, kłótnie, walka o krzyże, pomniki. Dyskusja o tym, że zamach, nie zamach, a może brzoza, a może to jednak nie brzoza, ten winny, albo tamten...no żesz kurwa! Ludzie! Ja mam już dość! W tamtej katastrofie zginęło wiele ważnym osób dla naszego kraju a my, zwykli obywatele, którzy nie budujemy na Smoleńsku kariery medialnej czy kapitału politycznego, zamiast wracać pamięcią w zadumie, z szacunkiem dla ich życia, wspominając czy łącząc się w tragedii z ich bliskimi i rodzinami to bardziej mamy ochotę puścić pawia na to, jak nawiązując do tego tematu osoby medialne wywołują spory, dzielą naród, zaczynają głupie dyskusje starając się wybić przy okazji i coś ugrać. To wszystko jest mocno żenujące, obrzydliwe. Każdy kto w tym całym cyrku uczestniczy powinien wsłuchać się w ten tekst, pomyśleć i się zawstydzić. Polecam tym, którzy myślą podobnie.
Na koniec mam coś dla emigracji. Funky Polak - Pamiętaj. Raper na stałe mieszka w Stanch. Utwór przesiąknięty tęsknotą i szacunkiem dla ojczyzny. Dobry numer, który możecie kojarzyć z walkami Tomasza Adamka. Spojrzenie na kwestię ojczyzny z punktu widzenia osoby mieszkającej daleko od Polski. Poruszające jest to, że tekst skierowany jest do dziecka, dokładnie do syna. Ojciec starający się budować miłość do ojczyzny u swojego syna to dla mnie mocny przekaz wzmacniający ten utwór. Syna, który prawdopodobnie urodził się już na obczyźnie. Najważniejsze to nie zapomnieć. Jesteśmy wartościowym krajem, wartościowym narodem. Udowodniliśmy to na kartach naszej historii. Czasem tylko o tym zapominamy. Niepotrzebnie uważamy się za gorszych na tle Świata. To, że gospodarczo jest u nas do dupy, a prawo mamy beznadziejne to nie wina Polski tylko nieodpowiedzialnych ludzi, którzy za to wszystko odpowiadają, a którzy nie potrafią sobie z tą odpowiedzialnością mądrze poradzić. Jeśli w kimś po przeczytaniu tego posta nie obudził się duch narodowy i nie podniósł się poziom patriotyzmu to nie wiem co może to uczynić. Moim zdaniem to cztery wartościowe kawałki dla każdego kto lubi hip hop i na każde narodowe święto nie wstydzi się wywiesić polskiej flagi. Nie przypominajmy sobie o tym, że jesteśmy Polakami tylko przy okazji meczów naszej piłkarskiej reprezentacji.
P.S. Przy okazji tego wpisu polecam wszystkim blog Biszopa.
Zgodnie z moją obietnicą, jaką złożyłem pisząc post o Arminie Van Buurenie
powracam do jego twórczości. Tym razem chciałbym napisać o jego projekcie muzycznym
kryjącym się pod nazwą A State of Trance.
Jest to audycja radiowa związana z muzyką trance prowadzona na antenie
rozgłośni internetowej przez Armina w każdy czwartek od godz. 20:00. Po raz pierwszy projekt ruszył w 2001 roku. Bardzo szybko zyskiwał
popularność i został uznany za najlepszą audycję radiową na świecie. Cieszy się
dużą popularnością nie tylko wśród fanów muzyki trance. Szacuje się, że
tygodniowo słucha jej regularnie ok. 30 mln osób w 40 krajach (m.in. w Polsce
na antenie radia Eska). Od 2004 roku wydawane są płyty pod tą samą nazwą. Ponadto od 2009 roku
organizowane są również ogólnoświatowe imprezy promujące audycję. Jedna z
takich imprez odbyła się w 2010 we Wrocławiu. Płyta, którą posiadam to ubiegłoroczna A State of
Trance 2013. Pomimo, że mamy już 2014 rok i powoli można by się spodziewać wydania
kolejnej części to ja chciałbym polecić kilka interesujących utworów z tego
właśnie wydawnictwa. Album składa się z dwóch płyt i ma charakter seta co oznacza, że pomiędzy
kolejnymi utworami nie ma przerw. Wszystkie są ze sobą zgrane w jedną całość a
pomiędzy kolejnymi trackami utworzono odpowiednie przejścia pozwalające
lekko i przyjemnie wchodzić w klimat następnej kompozycji. Autorami utworów są głównie artyści skupieni wokół wytwórni Armada. Znaleźć tutaj można również
utwory samego Armina, który jest odpowiedzialny również za selekcję oraz
zmiksowanie całej kompilacji. Muszę przyznać, że cała płyta jakościowo jest dobra. Z pełną
odpowiedzialnością polecam ją osobom lubiącym kojące i melodyjne, pełne
przestrzeni brzmienia charakterystyczne dla tego gatunku muzyki, szczególnie
polecam do słuchania w samochodzie. Przyjemnie się prowadzi słuchając tych
kawałków. Ta płyta to świetny towarzysz w podróży. Idealne rozwiązanie na
prezent.
Moim zdaniem najlepszy kawałek na płycie. Bardzo dynamiczny. Ciekawie
rozciągnięta przestrzeń. Idealny do samochodu lub na rower. Bardzo lubię tego
typu wokal.
Ze względu na wokal i odczucie przestrzeni podobny
do poprzedniego utworu. Nieco spokojniejszy, bardziej refleksyjny. Cechuje go
mniejsza dynamika. Przy tym kawałku można się odrobinę wyciszyć.
Ciekawa propozycja bez wokalu. Ładnie prowadzony, dynamiczny. Szczególnie
lubię wstęp utworu do ok 0:50 sek. Miłe dla ucha, kojące barwy padu w
połączeniu z partią operową, po których wchodzi mocna i wyrazista melodia
główna. Do tego nisko osadzony wyrazisty bas. Całość tworzy świetny kawałek. Poleciłem tylko kilka utworów, które uważam za najlepsze. Na
płycie oczywiście jest wiele innych, równie dobrych. Czekam już na kolejną
płytę z 2014 roku.