Jest taki utwór na który wpadłem przypadkiem i od którego nie potrafię się uwolnić już od dobrych dwóch miesięcy. Nie ma dnia abym go sobie nie "odpalił". Mam wyjątkową słabość, którą poczułem od pierwszego odsłuchania i nie będzie zaskoczeniem chyba, że wyszedł spod ręki Armina. Nie jest to kawałek jego autorstwa a jedynie remix utworu pochodzącego z saundtracku filmu Nowa Ziemia z 2011 roku. Filmu nie oceniam, nie widziałem. Ale remix w wykonaniu Armina mistrzowski. Szczególnie polecam.
Jeśli ktoś lubi trance to zrozumiemy się bez zbędnych słów odnośnie kwestii poziomu tej kompozycji. Wszystko jest idealnie dopracowane. Linia basu, wysokie, niskie tony, przejścia, cały drum, po samą melodię i całokształt nowej, klubowo tanecznej aranżacji. Bardzo lubię połączenie tego rodzaju muzyki z operowym wokalem. W tym wypadku wyszło świetnie. Armin świetnie to zmiksował. Wszystko trwa przeszło 7 minut ale ta przestrzeń jest tak zmyślnie wypełniona, że nie ma miejsca na nudę a nawet pozostaje pewien niedosyt. Utwór od początku mocno atakuje. Moja ulubiona szczególnie część tego kawałka zaczyna się od 1:28 wtedy to utwór po wstępnym rozwinięciu delikatnie wycisza. Aranżacja ustępuję miejsca świetnemu wokalowi, któremu zaczynają towarzyszyć smyczki i syntezatory Armina. Coś pięknego. 2:27 to już inwencja i kunszt autora. Za to lubię go najbardziej. Polecam głośno na dobrych słuchawkach. To nic że na starość będziemy głusi :-) bo warto.
Kolejny raz wracam do twórczości Armina. Spełniając moją obietnicę dziś chcę odnieść się do jego albumu studyjnego, który wydał w połowie 2013 roku. Płyta nosi tytuł Intense i jest piątą z kolei autorską pozycją w jego dorobku.
Przygotowując się do tego posta katowałem tą płytę przez ostatni tydzień w moim samochodzie aby sobie przypomnieć materiał i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Muszę przyznać, że jest to pozycja specyficzna. Na pierwszy "rzut" dla osoby nie obcującej z muzyką trance wyda się lekko nudna. Wynika to, jak sądzę z faktu, że utwory w większości są wyrazem subtelności, wrażliwości oraz znacznej już dojrzałości artysty. Armin ma już swoje lata. Na scenie klubowej funkcjonuje nie od wczoraj i w związku z tym muzyka zawarta na tej płycie jest jakby spokojniejsza i bardziej wyrafinowana. Dopracowana w najmniejszych szczegółach. Nie odnajdziemy tu niepotrzebnych przejść czy zbędnych dźwięków. Domniemam, że pisząc te kawałki nie zależało mu na stworzeniu na siłę przeboju, który porwie masy. Zrobił coś, co aktualnie mu w duszy gra. I za to szacunek. Idealnym potwierdzeniem moich słów może być obecność na płycie "żywych" instrumentów. Szczególnie uwagę muszę zwrócić na tytułowy utwór otwierający całą płytę. Melodia główna prowadzona jest za pomocą niesamowitej wręcz barwy skrzypiec. Melodia i ten zadziwiająco rzeczywisty dźwięk robią wrażenie. Utwór moim zdaniem ogólnie jest odrobinę za długi i pod koniec robi się trochę monotonnie. Ale warto go posłuchać właśnie dla tych skrzypiec. Ciekawostką jest fakt, że przy nagraniu tego kawałka brała udział izraelska skrzypaczka z polskimi korzeniami.
Biorąc pod uwagę, że Armin zatytułował całą płytę nazwą tej właśnie kompozycji pozwala mi sądzić, że moje domysły są słuszne.
Tak jak napisałem wcześniej pod względem technicznym całość jest fachowo zrobiona. Można wyczuć wysoką jakość i wieloletnie doświadczenie autora. Utwory są urozmaicone ciekawymi melodiami, rozbudowanymi przejściami czy efektami. Jak dla mnie idealna do posłuchania podczas podróży.
Moje ulubione pozycje na płycie to dwa utwory:
Beautiful life - Bardzo dobry kawałek. Mamy tu charakterystyczny dla Armina ciepły, melodyjny wpadający w ucho wokal, który jest świetnie skomponowany z aranżacją. Do melodii głównych zostały wybrane ciekawe barwy dźwięków a z kolei przy tym linia basu brzmi trochę surowo. Lubię szczególnie moment kiedy utwór zaczyna się rozpędzać od ok 1:40 a ok 2:08 wchodzi mocnym uderzeniem główny temat kompozycji. Mamy tu do czynienia z dużym ładunkiem energetycznym. Nie da podczas słuchania tej płyty nie zwrócić uwagi na tę pozycję. Idealnie brzmi głośno z mocno podbitym basem.
Forever is Ours - Zdecydowanie mój faworyt. Prawdziwa perełka na płycie. Utwór świetnie poprowadzony, nieco zaskakujący, który doceniłem dopiero przy "którymś" kolejnym przesłuchaniu.
Całość zaczyna się dość surowo, chaotycznie, dźwięki trochę industrialne sprawiają wrażenie jakby nie do końca pasowały do siebie. Jakby pojawiały się przypadkowo. Po ok 90 sekundach takiego wstępu wchodzi wokal. Typowy dla Armina. Ulubiona przeze mnie ciekawa, działająca kojąco na zmysły barwa głosu połączona z dobrze wkomponowaną melodią. Po ok 2 minutach następuje wyciszenie, po którym utwór nabiera innego oblicza. Moment ten zaskakuje słuchacza. Pojawia się subtelne rozciągnięcie przestrzeni. Następuje delikatna i refleksyjna aranżacja, która wzmocniona wokalem powoli się rozkręca. Ok 3:27 następuje ponownie wyciszenie i utwór rozpędza się już melodią główną, której od ok 4 minuty barwa zmienia się w mocny i wyrazisty dźwięk syntezatora doprawiony delikatnym echem. Zabieg miły dla ucha. Ok 4:11 pojawia się główny temat utworu wraz z mocnym uderzeniem aranżacji. Całość robi wrażenie i niesie ze sobą duży ładunek energetyczny.
Lubię wyjątkowo ten utwór. Zróżnicowany i zaskakujący. Zdecydowanie mój numer jeden na płycie.
Fanom brzmień klubowych polecam cały krążek. Zawiera on wiele innych, dobrej jakości, interesująco zrobionych utworów, które zaspokoją oczekiwania najbardziej wymagających. Pozycja godna polecenia i wydanych pieniędzy.
Zgodnie z moją obietnicą, jaką złożyłem pisząc post o Arminie Van Buurenie
powracam do jego twórczości. Tym razem chciałbym napisać o jego projekcie muzycznym
kryjącym się pod nazwą A State of Trance.
Jest to audycja radiowa związana z muzyką trance prowadzona na antenie
rozgłośni internetowej przez Armina w każdy czwartek od godz. 20:00. Po raz pierwszy projekt ruszył w 2001 roku. Bardzo szybko zyskiwał
popularność i został uznany za najlepszą audycję radiową na świecie. Cieszy się
dużą popularnością nie tylko wśród fanów muzyki trance. Szacuje się, że
tygodniowo słucha jej regularnie ok. 30 mln osób w 40 krajach (m.in. w Polsce
na antenie radia Eska). Od 2004 roku wydawane są płyty pod tą samą nazwą. Ponadto od 2009 roku
organizowane są również ogólnoświatowe imprezy promujące audycję. Jedna z
takich imprez odbyła się w 2010 we Wrocławiu. Płyta, którą posiadam to ubiegłoroczna A State of
Trance 2013. Pomimo, że mamy już 2014 rok i powoli można by się spodziewać wydania
kolejnej części to ja chciałbym polecić kilka interesujących utworów z tego
właśnie wydawnictwa. Album składa się z dwóch płyt i ma charakter seta co oznacza, że pomiędzy
kolejnymi utworami nie ma przerw. Wszystkie są ze sobą zgrane w jedną całość a
pomiędzy kolejnymi trackami utworzono odpowiednie przejścia pozwalające
lekko i przyjemnie wchodzić w klimat następnej kompozycji. Autorami utworów są głównie artyści skupieni wokół wytwórni Armada. Znaleźć tutaj można również
utwory samego Armina, który jest odpowiedzialny również za selekcję oraz
zmiksowanie całej kompilacji. Muszę przyznać, że cała płyta jakościowo jest dobra. Z pełną
odpowiedzialnością polecam ją osobom lubiącym kojące i melodyjne, pełne
przestrzeni brzmienia charakterystyczne dla tego gatunku muzyki, szczególnie
polecam do słuchania w samochodzie. Przyjemnie się prowadzi słuchając tych
kawałków. Ta płyta to świetny towarzysz w podróży. Idealne rozwiązanie na
prezent.
Moim zdaniem najlepszy kawałek na płycie. Bardzo dynamiczny. Ciekawie
rozciągnięta przestrzeń. Idealny do samochodu lub na rower. Bardzo lubię tego
typu wokal.
Ze względu na wokal i odczucie przestrzeni podobny
do poprzedniego utworu. Nieco spokojniejszy, bardziej refleksyjny. Cechuje go
mniejsza dynamika. Przy tym kawałku można się odrobinę wyciszyć.
Ciekawa propozycja bez wokalu. Ładnie prowadzony, dynamiczny. Szczególnie
lubię wstęp utworu do ok 0:50 sek. Miłe dla ucha, kojące barwy padu w
połączeniu z partią operową, po których wchodzi mocna i wyrazista melodia
główna. Do tego nisko osadzony wyrazisty bas. Całość tworzy świetny kawałek. Poleciłem tylko kilka utworów, które uważam za najlepsze. Na
płycie oczywiście jest wiele innych, równie dobrych. Czekam już na kolejną
płytę z 2014 roku.