niedziela, 11 maja 2014

Is it time to shave?

Jest taki temat, koło którego nie mogę dziś przejść obojętnie. Temat, który w dniu dzisiejszym przyćmił w naszym kraju chyba wszystkie inne sprawy.

Eurowizja 2014.

Mocno mnie to zaskoczyło bo w ostatnich latach miałem wrażenie, że poziom tego widowiska jest już na tyle słaby, iż znaczna większość społeczeństwa ma go generalnie w dupie. I ja doskonale tę wspomnianą większość rozumiałem i podzielałem ten pogląd.
Ostatni raz zainteresowałem się tym festiwalem wiele lat temu gdy zespół Ich Troje wystąpił ze swoim hitem gloryfikującym przystąpienie Polski do UE niosąc pewien istotny dla nas przekaz: Ja Cię kręcę! Kaine Grenzen. Było to w 2003 roku. Rok później spora grupa, głównie młodych ludzi prawdopodobnie biorąc sobie słowa piosenki do serca spakowała walizki i tyle ich Ojczyzna widziała. I w gruncie rzeczy nie ma się co dziwić. Gdybym miał wtedy odrobinę więcej odwagi sam bym tak postąpił. Fala emigracji była i jest zjawiskiem masowym a bezrobocie w Polsce i tak rośnie. Zabawne i niezbadane są mechanizmy gospodarki :)

Wracając do Eurowizji trudno było ją przegapić kiedy już od kilku dni wszędzie było trąbione na lewo i prawo, że to już teraz, zaraz. Najpierw eliminacje... cóż za napięcie. Udało się. Niesamowite. Cleo z Donatanem przeszli do finału. Gratkom i uściskom nie było końca. Przyglądałem się temu z uśmiechem bo media rozdmuchały taką bankę przepełnioną nadzieją na zwycięstwo, że już oczami wyobraźni widziałem jak cała Europa rzuca wszystko i śle na nas te smsy liczone w milionach a tabun chłopa z cudzej ziemi już ostrzy sobie kły na nasze słowiańskie dziewczyny. Aż zacząłem się zastanawiać jakie to mogłoby przynieść konsekwencje: Jak moja żona pojedzie w Poniedziałek do pracy?! pomyślałem, "Kochanie, chyba powinnaś wziąć dzień na żądanie jak Polska wygra Eurowizję". Nagle czytam: Polska swoim kontrowersyjnym wystąpieniem przyćmiła człowieka z brodą. Pornografia i wyuzdanie z kraju papieża... Skandal na eurowizji. Europa w szoku po tym jak Polka na scenie doiła masło...

Występu na żywo nie widziałem. Odpalam You tuba, i co? Gdzie ten skandal? Gdzie ta pornografia i seksizm? W dzisiejszych czasach reklama mydła czy szamponu a już na pewno środka na impotencję jest bardziej przepełniona seksem niż ten występ.
Urzekło mnie to, muszę tu przyznać, jak polskie media fantastycznie rozbudziły nadzieję oraz wspierały naszą ekipę. Poczułem takie emocje jak wtedy gdy kolejny już raz po wygranym meczu przez polskich piłkarzy odbudowuje się w nas wiara w zwycięstwo w finale. Już widzimy ten puchar na półce w siedzibie PZPN. Jak się to kończy chyba wszyscy wiemy. Zawsze coś... pozostaje smutek i oklepane "nic się nie stało..."

W tym przypadku też tak było. Odniosłem wrażenie, iż mamy finał na 100%. Reszta się nie liczy. Wszystko rozegra się pomiędzy Donatanem a chłopakiem z Austrii w sukience i z brodą. Pojedynek naturalnego, zdrowego, kobiecego, polskiego piękna z nienaturalnym. Sprawa raczej prosta. Trzeba by się już zastanawiać gdzie, jako tegoroczny zwycięzca zorganizujemy festiwal za rok. Narodowy czy Kongresowa? Kto poprowadzi? Kammel i Torbicka? Spekulacjom nie byłoby końca.

Przyszła Sobota. Wieczór. Występów nie oglądałem. Szkoda czasu. Ale dałem się medialnie nakręcić. Poczułem te emocje. Z napięciem czekam na wyniki. Są! już są! Już się łączą satelitarnie. No i się zaczęło i poszło i i i i...no i się skończyło i taki z tego ch... :-\

Dzień później, obejrzawszy wyniki mam kilka, moim zdaniem trafnych spostrzeżeń:

Eurowizji nie warto oglądać a już na pewno się nią przejmować. No bo jak tu brać to wszystko na poważnie skoro ten festiwal, jak odniosłem wrażenie nie ma już nic wspólnego z muzyką. Wygrał człowiek. Facet z Austrii, który miał świetny pomysł na to jak się wyróżnić. Wciągnął kieckę, zapuścił czarną jak węgiel brodę i wyśpiewał piękną pieśń o tym jak to się czuje nierozumiany. I jak mocno pragnie tolerancji. Nam, Polakom to przesłanie nie przypadło do gustu bo byliśmy ponoć jedynym krajem, który nie dał mu ani jednego punktu. Kolejna kontrowersja z naszej strony i skandal międzynarodowy, którego nie pominęły po fakcie media. O wyniku finałowym to muszę przyznać, że z zaskoczenia nie wiedziałem gdzie szukać swojej szczęki gdy mi opadła. Byłem trochę przygnębiony nie do końca rozumiejąc czego jestem świadkiem. Jakże milowy krok uczyniła Europa w tej chwili. 

Rosja dała Białorusi 12 pkt a Białoruś Rosji tym samym się odwdzięczyła. Jak to przyjemnie popatrzeć na przyjaźń między sąsiadami. Taką szczerą i niewymuszoną.

Nas najwyżej ocenili Niemcy, dali naszym dziewczynom aż 10 pkt. Rozpatrując to w kontekście historycznym to nawet zabawne. Dziękujemy. Swoją drogą ciekawe co by powiedział na to Adolf?!

Co do samej osoby Pana z bródką, który wygrał to niestety nie wiem czy wygrał dzięki swojej piosence, czy może dzięki pięknej i zadbanej brodzie. Zauważyłem, że miał dobrze zrobione paznokcie. Ciekawe czy sam sobie robił. Trudno mi jest zaakceptować fakt, że obecnie promuje się takie zjawiska. Moja psychika napotkała na ogromną sprzeczność jaką jest piękna kobieta z brodą. Poczułem niesmak. Jakbym miał zjeść tort śmietankowy z posypką ze śledzi. Co on chciał zamanifestować? Co chciał osiągnąć? Już nie wystarczy być tolerancyjnym dla odmienności seksualnej i zmiany płci. Już nie wystarczy tolerancja małżeństw homoseksualnych i możliwość przez nich adoptowania dzieci. Jak pokazuje ten finał Eurowizji teraz Europa odczuwa silną potrzebę kobiet z zarostem. To kolejny krok naszej ewolucji. Aż boję się pomyśleć kogo już jutro będzie można spotkać w metrze.

Co do naszej piosenki oraz Cleo i Donatana nie mam uprzedzeń. Fajny kawałek, fajny pomysł na utwór, z dużym przymrużeniem oka promuje Polską swojskość i jej atuty. Wreszcie jakieś pozytywne spojrzenie na nas samych. Ja jak najbardziej rozumiem ten humorystyczny kontekst utworu i nie będę się wypowiadał odnośnie jakości tekstu czy poziomu seksizmu. Jeśli ktoś zbyt poważnie traktuje ten utwór i oczekuje po nim nie wiadomo czego to trudno. Ludzie, odrobinę dystansu, Proszę.