sobota, 29 listopada 2014

Do you Łona some clever music ?

Dzisiejszy wpis chcę poświęcić polskiemu artyście hiphopowemu, który nagrywa pod pseudonimem Łona. Znawcy branży pewnie osobistość tę znają ale już osoby sporadycznie natrafiające na polski rap to pewnie niekoniecznie. A szkoda bo na prawdę jest to artysta zacny w swej dziedzinie. Moim zdaniem zdecydowanie za mało promowany. 

Łona wyróżnia się wysoką jakością tekstów swoich piosenek. Jego twórczość zaliczana jest do rapu inteligenckiego. Nie można zaprzeczyć twierdzeniu, że gość jak już coś pisze to korzysta mocno ze swoich szarych komórek. Jego utwory nie są łatwe. Raczej przy tym się nie potańczy. Aranżacje ma pokrętne, poucinane, pozornie wybijające z rytmu ale zapewniam wszystkich, że dobrze się go słucha. Szczególnie lubię puenty w jego kawałkach. Zapraszam do zapoznania się z jego wybranymi utworami, które pochodzą z płyty Koniec żartów z 2001 roku. Może i stare ale wciąż godne uwagi.




Celowo wybrałem tę wersję teledysku z YT ze względu na ukazujący się tekst piosenki. Rozmowa z Bogiem. Zabawnie ale z poważnym przesłaniem.





Historia z morałem, że może jednak kasa i ciągła gonitwa za nią nie do końca są najważniejsze. Puenta, za pierwszym razem gdy tego słuchałem rozłożyła mnie na łopatki.




Trzeci utwór podobny stylem do poprzednich. Tak jak wspomniałem kawałki Łony nie są raczej do tańczenia albo przyjemnego słuchania. Brak tu kojącej melodii. Łony się słucha głównie dla jego nietuzinkowych tekstów poukładanych w krótkie, intrygujące historie niosące błyskotliwe przesłania. Ja mocno cenię tego artystę. Polecam wszystkim, którzy dotąd nie znali, a którym spodobał się jego styl.

piątek, 28 listopada 2014

He's really got talent.

Ogólnie to nie jestem niestety miłośnikiem programów typu talent show, które obecnie zalewają ramówki różnorodnych programów telewizyjnych. Przez to jestem mocno nie zorientowany podczas rozmów na ten temat. Zupełnie nie wiem kto wystąpił w ostatni weekend w tym czy innym programie. Generalnie mało mnie też interesuje kto wygrał ostatnią edycję czegoś tam lub które z jury ostatnio komuś pojechało lub się aktorsko popłakało z powodu czyjegoś występu. Chyba jestem mocno nie czuły na prezentowane emocje w tych widowiskach i całkowicie mi ten cały show powiewa. Głosowania smsowe telewidzów to czysta fikcja. Już widzę jak naród zgodnie na prośbę przeróżnych prowadzących chwyta za komórki i śle te smsy, które już po przerwie reklamowej zostaną podliczone i będzie wiadomo kto wygrał. Często zwycięzcy przepadają bez echa. 

Wszak zdarzają się wyjątki, które, jak życie już pokazało często w zakresie moich osądów uczą mnie pokory. 

Chłopak, którego mam na myśli wziął udział w takim programie w 2010 roku mając tylko 19 lat. Odniósł sukces. Nie wygrał ale zajął drugie miejsce. Zaczął wydawać swoją muzykę. Często go słyszałem w radiu czy w telewizyjnych programach muzycznych. To nie wszystko. Szybko zaprosili go do innego talent show oraz wziął udział w pewnej rozbudowanej kampanii reklamowej jednej z firm telekomunikacyjnych. 

Kurde, prawdą jest, że ten koleś nieźle mnie drażnił. Był taki moment, że już miałem go dość. Czara goryczy przelała się gdy usłyszałem jak na swoją nutę poczynił covery dwóch piosenek: Tears in heaven Erica Claptona oraz dni. których jeszcze nie znamy Marka Grechuty. Takich piosenek się nie przerabia. A już na pewno nie na styl reggae bo brzmią kiepsko. Pierwsza z nich, jeśli ktoś zna jej historię to poruszająca ballada o osobistej tragedii artysty. Sam jestem ojcem i po męsku przyznam, że gdy pierwszy raz słuchałem jej wiedząc już o czym mówi poryczałem się jak bóbr. Kto nie ma dziecka ten nie zrozumie. Przerobiona na radosną nutę brzmi strasznie. Do drugiego kawałka reggae też nie bardzo pasuje. To jest klasyk, który brzmi dobrze tylko w swojej oryginalnej wersji.  

Na długi czas zepchnąłem tego młodego artystę w niebyt.

Ostatnio jednak Pan Kamil Bednarek, bo jeśli ktoś się jeszcze nie zorientował to właśnie o nim mowa zaczął mnie znienacka przekonywać do siebie. A zaczął do świetnej piosenki Cisza. Przyznać trzeba, że to dobry kawałek. Inteligentny tekst, oryginalny klimat, wpadająca w ucho, przyjemna melodia prowadząca. Wreszcie usłyszałem jakąś dobrą muzykę w jego wykonaniu. Miałem nadzieję, że może gościu się rozwija, dojrzewa muzycznie i usłyszę kiedyś coś jeszcze godnego uwagi z jego repertuaru. W końcu to młody chłopak. Oczywiście nie pomyliłem się. Jakiś czas temu dość przypadkowo wpadł mi w ucho jego utwór z tej samej płyty co Cisza, Chodź, ucieknijmy. Bardzo dobra piosenka, od której ostatnio trudno mi się uwolnić. Polecam.




W tym samym czasie kiedy odkryłem ten kawałek spadł na mnie inny promowany ostatnio w rozgłośniach radiowych nowy utwór Bednarka Chwile jak te.

  

Teraz się dopiero przekonałem do Pana, Panie Bednarek. Tak jak Ty, tak i Twoja muzyka dojrzewa. Robisz świetną robotę. W końcu czuję, że przemawia przez Ciebie pasja do muzyki. Ja po tych piosenkach, które wymieniłem wreszcie dostrzegłem i uwierzyłem w Twój talent. Oby tak dalej.   

poniedziałek, 20 października 2014

so many faces of one

Istnieją utwory w historii muzyki tak dobre, że pomimo swojej leciwości są wciąż popularne i cenione.  Nie tylko świetnie sobie radzą w oryginalnej wersji ale są zmieniane i aranżowane na nowo przez wielu artystów z kolejnych pokoleń. Interpretacji jednego z takich przykładów chcę poświęcić dzisiejszy wpis.

Utwór został wydany w 1981 roku i wraz z piosenką You Came, jak sądzę jest wizytówką brytyjskiej wokalistki Kim Wilde. Cambodia, bo o ten właśnie mi chodzi. Myślę, ze nie ma osoby która mogłaby nie kojarzyć tego kawałka. Charakterystyczna, wpadająca w ucho melodia. Ta piosenka to klasyk muzyki lat '80. Miło się jej słucha. Ciekawie zaaranżowana. Z dobrym, poruszającym i smutnym tekstem. W teledysku jakże charakterystyczna fryzura dla tamtych czasów. :)




Fakt, utwór dobry i wciąż doceniany pomimo tak wielu lat. Jednak nie on sam skłonił mnie do przemyśleń na swój temat. Jakoś z rok temu przypadkiem natknąłem się na świetny cover tej piosenki pewnego norweskiego zespołu. Gatunek muzyczny w jakim został on na nowo wykonany przez tę grupę znacząco odbiega od oryginału. Pomimo to uważam, że wyszło bardzo dobrze. Zespół ma dość dziwną nazwę. Apoptygma Berzerk. Muszę przyznać, że ta wersja wyjątkowo trafia w mój gust. Szybkie tempo, mocne brzmienie, energiczny wokal, dobra melodyjna aranżacja. O ile oryginał jest bardziej melancholijny i refleksyjny w przypadku wersji Apoptygma mamy do czynienia ze sporą dawką muzycznej energii. Utwór nieźle pobudza. Do kompletu otrzymujemy ciekawy teledysk. Chociaż moim zdaniem wokalista mógłby dać sobie spokój z tym makijażem. Po za tym wszystko na 5. Polecam.
Dla zainteresowanych podpowiem, że zespół ma jeszcze inny dobrze zrobiony cover piosenki Shine On.





Kolejnym przykładem ciekawie zrobionego coveru tej piosenki jest wersja artysty o nazwie Pulsedriver. Jest to niemiecki dj oraz producent, którego najbardziej znanym kawałkiem jest właśnie przeróbka Cambodii wydana w 2000 roku. Utwór jakże leciwy, ale wciąż wyróżniający się dobrą jakością wykonania, dostarczający wielu pozytywnych odczuć muzycznych, i to pomimo, że gatunek, który reprezentuje bardzo mocno ewoluuje w różnych kierunkach a tempo zmian w trendach tegoż gatunku postępuje w zastraszającym tempie. To co było na topie jeszcze rok temu dziś już jest przestarzałe i nudne. A mam tu na myśli szeroko pojętą muzykę elektroniczną lub jak kto woli, żeby było bardziej na czasie - klubową. Jest to wersja warta wyróżnienia zarówno w grupie coverów, jak również jako samodzielny utwór muzyczny. Wyraźnie czuć tu powiem muzyki elektronicznej z początku ubiegłej dekady ale dla fascynatów nic to nie szkodzi w docenieniu kunsztu autora. Prosty rytm, proste zaaranżowanie melodii z oryginału. Prosty, charakterystyczny dla tamtego okresu schemat ale jak fajnie wyszło. Po prostu klasyk. Lubię i już.



   


Tak oto na tym jednym przykładzie należy przyznać, że prosta piosenka wywodząca się z nurtu dance lat osiemdziesiątych świetnie, o ile nie lepiej radzi sobie wiele lat później w nowych wersjach, w zupełnie innych gatunkach muzyki. Zastanawiam się co jest siłą tego utworu. Wiele jest piosenek, które już w oryginale są słabe a ta, no proszę, w kilku różnych odsłonach i każda jest dobra. No to tylko się cieszyć. :)



środa, 20 sierpnia 2014

like a fastfood...

Dobra muzyka? Jakoś ostatnimi czasy brakuje mi chwil na poszukiwania tej wyjątkowej. Mam wrażenie, że z każdym dniem życie nabiera coraz większego tempa. W całym tym pędzie czasem w ucho przypadkowo wpadnie coś fajnego lub to co lubię i cenię najbardziej, mianowicie gdy ktoś w biegu, tzw przelocie rzuci coś z polecenia. W ten sposób trafił do mnie kawałek, który chodzi mi po głowie. Z pozoru prosty, pozbawiony wokalu. Melodia nieskomplikowana, jakbym gdzieś już ją słyszał. Ale kurcze jakoś dobrze zrobiony. Ciekawa linia basu sprawia, że nie sposób nie pokiwać głową. Melodia główna to imitacja ludzkiego wokalu zagrana na syntezatorze. Dobrze wyszło. A teledysk? Trudno coś powiedzieć. Na pewno oryginalny.

Autorem jest amerykański dj i producent Deorro. Posłuchajcie sami. Sądzę, że warto. Inny ciekawy utwór tego wykonawcy to Yee. Utrzymany w podobnej stylistyce. Deorro to młody chłopak ale ma ciekawy styl. Nawiązuje trochę do czegoś co już kiedyś było ale skoro to dobrze brzmi to nie ma się co czepiać.





Inny utwór, który wydał mi się ostatnio interesujący to Reflektor autorstwa Arcade Fire, grupy pochodzącej z Kanady. Zespół powstał w 2003 roku. Zdobył spore uznanie i wiele nagród za swoją muzykę. Trzon zespołu tworzy małżeństwo. Ich cechą charakterystyczną jest to, że wciąż używają "żywych" instrumentów. Nie opierają się głównie na ogólnodostępnej cyfryzacji i automatyzacji muzyki. Za to duży plus. Utwór w ostatnich tygodniach mocno katowany na Eska rock. Stamtąd też go wyhaczyłem. Podobno przy produkcji palce maczał David Bowie. W jakim charakterze, tego nie wiem. Może ktoś podpowie. Utwór oryginalny z ciekawym wokalem. Podoba mi się szczególnie aranżacja. Intrygujące i tajemnicze to jakieś takie. Dobrze zrobiony teledysk. Kawałek ogólnie dość długi. Trwa przeszło 7 minut ale zaskakujące jest to, że nie męczy. Wsłuchując się w tekst stwierdzam, że nie wiem co autor miał na myśli. Przekaz pokręcony. Całokształt to zdecydowane wyróżnienie.


  


Do zbioru fajnych brzmień, jako trzeci dodam dziś jeszcze kawałek grupy Rudimental - Waiting all night. Świetna kompozycja. Bardzo dobry wokal. Utwór, który również gdzieś ktoś mi kiedyś polecił. Początkowo bez przekonania bo utwory z dominującą sekcją perkusyjną lekko mnie irytują ale po dwukrotnym przesłuchaniu w już wpadł w ucho i przypadł mi do gustu. Ogólnie dobry kawałek z dobrą melodią prowadzącą. Idealnie wklejony wokal w aranżację. Podoba mi się i z pełną odpowiedzialnością polecam. Inna kwestia to teledysk - poruszający i jakże rzeczywisty. Zastanawiam się czy to fikcja czy opowieść na faktach. Budujące jest to, że istnieją jeszcze na Świecie tym tak oddane przyjaźnie. Warto zwrócić uwagę też na inny ciekawy utwór tej grupy pt Free. Prześledziłem trochę ich twórczość i spodobali mi się na tyle, że szczerze zastanawiam sie nad płytą. Ich niewątpliwy atut to świetne wokale i staranie dopracowane aranżacje. Wysoko oceniam też ich teledyski.






P.S.
i taka to Ci składanka na dziś. Po pewnej nieobecności na nowo odpalmy dobre brzmienia.
Czy ktoś ma jakieś odczucia odnośnie takiej muzyki? Podziel się śmiało opinią. Gusta to rzecz bezdyskusyjna ale pogadać zawsze można :)

Pozdrawiam.


niedziela, 11 maja 2014

Is it time to shave?

Jest taki temat, koło którego nie mogę dziś przejść obojętnie. Temat, który w dniu dzisiejszym przyćmił w naszym kraju chyba wszystkie inne sprawy.

Eurowizja 2014.

Mocno mnie to zaskoczyło bo w ostatnich latach miałem wrażenie, że poziom tego widowiska jest już na tyle słaby, iż znaczna większość społeczeństwa ma go generalnie w dupie. I ja doskonale tę wspomnianą większość rozumiałem i podzielałem ten pogląd.
Ostatni raz zainteresowałem się tym festiwalem wiele lat temu gdy zespół Ich Troje wystąpił ze swoim hitem gloryfikującym przystąpienie Polski do UE niosąc pewien istotny dla nas przekaz: Ja Cię kręcę! Kaine Grenzen. Było to w 2003 roku. Rok później spora grupa, głównie młodych ludzi prawdopodobnie biorąc sobie słowa piosenki do serca spakowała walizki i tyle ich Ojczyzna widziała. I w gruncie rzeczy nie ma się co dziwić. Gdybym miał wtedy odrobinę więcej odwagi sam bym tak postąpił. Fala emigracji była i jest zjawiskiem masowym a bezrobocie w Polsce i tak rośnie. Zabawne i niezbadane są mechanizmy gospodarki :)

Wracając do Eurowizji trudno było ją przegapić kiedy już od kilku dni wszędzie było trąbione na lewo i prawo, że to już teraz, zaraz. Najpierw eliminacje... cóż za napięcie. Udało się. Niesamowite. Cleo z Donatanem przeszli do finału. Gratkom i uściskom nie było końca. Przyglądałem się temu z uśmiechem bo media rozdmuchały taką bankę przepełnioną nadzieją na zwycięstwo, że już oczami wyobraźni widziałem jak cała Europa rzuca wszystko i śle na nas te smsy liczone w milionach a tabun chłopa z cudzej ziemi już ostrzy sobie kły na nasze słowiańskie dziewczyny. Aż zacząłem się zastanawiać jakie to mogłoby przynieść konsekwencje: Jak moja żona pojedzie w Poniedziałek do pracy?! pomyślałem, "Kochanie, chyba powinnaś wziąć dzień na żądanie jak Polska wygra Eurowizję". Nagle czytam: Polska swoim kontrowersyjnym wystąpieniem przyćmiła człowieka z brodą. Pornografia i wyuzdanie z kraju papieża... Skandal na eurowizji. Europa w szoku po tym jak Polka na scenie doiła masło...

Występu na żywo nie widziałem. Odpalam You tuba, i co? Gdzie ten skandal? Gdzie ta pornografia i seksizm? W dzisiejszych czasach reklama mydła czy szamponu a już na pewno środka na impotencję jest bardziej przepełniona seksem niż ten występ.
Urzekło mnie to, muszę tu przyznać, jak polskie media fantastycznie rozbudziły nadzieję oraz wspierały naszą ekipę. Poczułem takie emocje jak wtedy gdy kolejny już raz po wygranym meczu przez polskich piłkarzy odbudowuje się w nas wiara w zwycięstwo w finale. Już widzimy ten puchar na półce w siedzibie PZPN. Jak się to kończy chyba wszyscy wiemy. Zawsze coś... pozostaje smutek i oklepane "nic się nie stało..."

W tym przypadku też tak było. Odniosłem wrażenie, iż mamy finał na 100%. Reszta się nie liczy. Wszystko rozegra się pomiędzy Donatanem a chłopakiem z Austrii w sukience i z brodą. Pojedynek naturalnego, zdrowego, kobiecego, polskiego piękna z nienaturalnym. Sprawa raczej prosta. Trzeba by się już zastanawiać gdzie, jako tegoroczny zwycięzca zorganizujemy festiwal za rok. Narodowy czy Kongresowa? Kto poprowadzi? Kammel i Torbicka? Spekulacjom nie byłoby końca.

Przyszła Sobota. Wieczór. Występów nie oglądałem. Szkoda czasu. Ale dałem się medialnie nakręcić. Poczułem te emocje. Z napięciem czekam na wyniki. Są! już są! Już się łączą satelitarnie. No i się zaczęło i poszło i i i i...no i się skończyło i taki z tego ch... :-\

Dzień później, obejrzawszy wyniki mam kilka, moim zdaniem trafnych spostrzeżeń:

Eurowizji nie warto oglądać a już na pewno się nią przejmować. No bo jak tu brać to wszystko na poważnie skoro ten festiwal, jak odniosłem wrażenie nie ma już nic wspólnego z muzyką. Wygrał człowiek. Facet z Austrii, który miał świetny pomysł na to jak się wyróżnić. Wciągnął kieckę, zapuścił czarną jak węgiel brodę i wyśpiewał piękną pieśń o tym jak to się czuje nierozumiany. I jak mocno pragnie tolerancji. Nam, Polakom to przesłanie nie przypadło do gustu bo byliśmy ponoć jedynym krajem, który nie dał mu ani jednego punktu. Kolejna kontrowersja z naszej strony i skandal międzynarodowy, którego nie pominęły po fakcie media. O wyniku finałowym to muszę przyznać, że z zaskoczenia nie wiedziałem gdzie szukać swojej szczęki gdy mi opadła. Byłem trochę przygnębiony nie do końca rozumiejąc czego jestem świadkiem. Jakże milowy krok uczyniła Europa w tej chwili. 

Rosja dała Białorusi 12 pkt a Białoruś Rosji tym samym się odwdzięczyła. Jak to przyjemnie popatrzeć na przyjaźń między sąsiadami. Taką szczerą i niewymuszoną.

Nas najwyżej ocenili Niemcy, dali naszym dziewczynom aż 10 pkt. Rozpatrując to w kontekście historycznym to nawet zabawne. Dziękujemy. Swoją drogą ciekawe co by powiedział na to Adolf?!

Co do samej osoby Pana z bródką, który wygrał to niestety nie wiem czy wygrał dzięki swojej piosence, czy może dzięki pięknej i zadbanej brodzie. Zauważyłem, że miał dobrze zrobione paznokcie. Ciekawe czy sam sobie robił. Trudno mi jest zaakceptować fakt, że obecnie promuje się takie zjawiska. Moja psychika napotkała na ogromną sprzeczność jaką jest piękna kobieta z brodą. Poczułem niesmak. Jakbym miał zjeść tort śmietankowy z posypką ze śledzi. Co on chciał zamanifestować? Co chciał osiągnąć? Już nie wystarczy być tolerancyjnym dla odmienności seksualnej i zmiany płci. Już nie wystarczy tolerancja małżeństw homoseksualnych i możliwość przez nich adoptowania dzieci. Jak pokazuje ten finał Eurowizji teraz Europa odczuwa silną potrzebę kobiet z zarostem. To kolejny krok naszej ewolucji. Aż boję się pomyśleć kogo już jutro będzie można spotkać w metrze.

Co do naszej piosenki oraz Cleo i Donatana nie mam uprzedzeń. Fajny kawałek, fajny pomysł na utwór, z dużym przymrużeniem oka promuje Polską swojskość i jej atuty. Wreszcie jakieś pozytywne spojrzenie na nas samych. Ja jak najbardziej rozumiem ten humorystyczny kontekst utworu i nie będę się wypowiadał odnośnie jakości tekstu czy poziomu seksizmu. Jeśli ktoś zbyt poważnie traktuje ten utwór i oczekuje po nim nie wiadomo czego to trudno. Ludzie, odrobinę dystansu, Proszę.
  





sobota, 5 kwietnia 2014

Czarne na białym

Jeśli ktoś po przeczytaniu tytułu mojego posta od razu miał skojarzenie z "czarnym" rapem rodem zza oceanu to trafił w przysłowiową dziesiątkę. Wszelkie rasistowskie myśli są tutaj nie na miejscu. Ja osobiście jestem daleki od uprzedzeń na tle rasowym, tym bardziej jeśli rzecz tyczy się muzyki.
W ubiegłym tygodniu siedząc w pracy nagle zapragnąłem nowych doznań muzycznych, które umiliłyby mi wykonywanie obowiązków służbowych. Podpytałem pewnego nieźle zorientowanego muzycznie Łukasza, z którym pracuję o jakieś polecenia godne mojej uwagi. On popatrzył chwilę na mnie, po chwili powiedział: "Ty siedzisz troszku w hiphopie to powinno Ci się spodobać" ...i spodobało na tyle, że od kilku dni nie potrafię się uwolnić od muzyki, z którą mocno kojarzy mi się gra GTA San Andreas. Jej fani będą wiedzieć o czym mowa. Nie jedną noc zarwałem nad tą gierką utrzymaną w klimacie czarnego, gangsterskiego rapu i życia rodem z amerykańskich dzielnic lat 90-tych. 

Myśląc o tej muzyce moje pierwsze, podświadome brzmieniowe skojarzenie to motyw z piosenki "Skills" grupy Gang Starr. Kto zna ten charakterystyczny beat ten zrozumie. Kawałek utrzymany w mocno oldschoolowym klimacie przez co kojarzyć się może ze wczesnymi latami dziewięćdziesiątymi i erą kris kross. Przekornie utwór wydany w 2003 roku. 



 
W ciągu ostatnich kilku dni przesłuchałem ok 250 utworów mając na celu wyłowienie tych najlepszych. Odświeżyłem również swoje zasoby tego gatunku i właśnie mam zamiar zaproponować wszystkim kilka fajnych, moim zdaniem pozycji. 



Na pierwszy rzut kawałek, który najbardziej ostatnio wpadł mi w ucho. Może to ten przyjemny beat, może spokojny, kojący ton głosu artysty a może bardziej ten oldschoolowy damski wokal zaczerpnięty z piosenki nagranej w 1965 świetnie wkomponowany w utwór tak uderzył w mój gust. Do końca nie wiem ale miło się słucha. Kawałek wydany w 99 roku. 




Co do tego kawałka nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Fajnie się go słucha. Koniecznie głośno. Dobra aranżacja wpadająca w ucho. Świetnie komponuje się z wokalem w refrenie. Uznany w środowisku raper z ciekawym głosem. Inny dobry kawałek godny polecenia, w którym miał swój udział to Pushin. Tyle. 




W tym przypadku to już powiew nowoczesności bo piosenka wydana w 2006. Inne czasy ale jak najbardziej utrzymana w klimacie. Główny motyw aranżacji czyli dźwięk niby skrzypiec brzmi jakby znajomo. Nieźle zrobiony kawałek. Można posłuchać. Mi się podoba.





W sumie to nie potrafię określić dlaczego ale jakoś szczególnie lubię tą piosenkę. Niby aranżacja prosta, taka pocięta, poszarpana. Gdzieś tam w tle delikatny kobiecy głos rozbrzmiewa. Ogólnie monotonnie ale jak przyjemnie. Lekki klimat utworu pozwala się delikatnie kołysać. Trudno się oprzeć, prawda?

Mam wrażenie, że dzisiejszy post bardziej skierowany jest do grona miłośników tego specyficznego nurtu muzycznego. Ilu fanów tylu oponentów. Znam ludzi, którzy wręcz nienawidzą rapu a już "czarnego rapu" w szczególności. Ale nic to. A nóż może kogoś przekonałem i zainteresowałem. Przecież w każdym gatunku muzycznym można odnaleźć coś dobrego. W myśl zasady, spróbuj a posmakujesz... ja też kiedyś nie lubiłem wybitnie oliwek, a teraz... :)

Polecam.

P.S. 

Czy są tu jacyś miłośnicy filmu How High? Paradoksalnie moje pierwsze muzyczne skojarzenie z filmem to Du Hast grupy Rommstein. :)



wtorek, 11 marca 2014

Kompozycje idealne

Są takie utwory, które nigdy mi się nie znudzą i do których często wracam. Wartościowe kompozycje dziś już niekiedy zapomniane, nagrane wiele lat temu. Czasem ktoś skomentuje mój zachwyt nad tego typu kawałkami, których akurat słucham lub o których mówię takim oto krótkim zdaniem:

"No co ty?! przecież to już takie stare jest!"

A gdzie jest napisane na muzyce: Ważne do dnia... lub najlepiej spożyć do...
Co za głupie stwierdzenie. 

Niestety mam wrażenie, że z roku na rok tworzona jest coraz gorszej jakości muzyka. Plastikowe aranżacje robione na szybko pod publikę. Skraca się mocno cykl życia utworu, który promowany jest przez chwilę bo zaraz i tak zaleje go kolejna fala masówki. 

W myśl starego powiedzenie Stare ale jare dziś pozwalam sobie przywrócić do życia utwory, które wywarły na mnie duże wrażenie. Mam zamiar stworzyć cykl postów, w których będziecie mogli posłuchać dobrej muzyki z przeszłości. Pewnie każdy ma jakieś skojarzenia czy wspomnienia z danym utworem. Miło czasami powrócić myślami do okresu w życiu, kiedy ta muzyka nam towarzyszyła na co dzień.





Na początek jeden z moich faworytów. Perła, która wyszła spod ręki Timbalanda, moim zdaniem mistrza beatów. Charakterystyczne dla niego jest to, że jego aranżacje są wzmocnione wyrażną sekcją perkusyjną. To element rozpoznawczy w wielu jego kompozycjach.
Utwór ma niesamowity klimat. Jakże prosty. Perkusja mocna i głośna. Mogła by zdecydowanie rozjechać ten utwór, wprowadzić chaos ale wręcz przeciwnie, jest ona idealnie wkomponowana i rytmicznie stanowi idealny fundament dla kompozycji. Dodatkowo zachwyca tu głos Nelly, który świetnie pasuje do całości. Na uwagę zasługują również miłe dla ucha chórki oraz zwykłe "hej" Timbalanda wplecione głęboko w tle, które w ciekawy sposób wzbogaca tę aranżację. Po prostu mistrzostwo.
Bardzo lubię tę piosenkę. Została wydana w połowie 2006 roku na trzecim albumie artystki, który nosił tytuł Loose. Płyta bardzo dobra z wieloma fajnymi kawałkami.




  


Pomimo, że utwór ten został wydany w połowie 2004 roku ja pierwszy raz zetknąłem się z nim w Styczniu 2005. Idealna aranżacja z dominującą partią urzekającego pianina, które jest cechą charakterystyczną dla tego zespołu. Wokal świetnie komponuje się z całością. Bardzo lubię ten kawałek. Dla mnie mocno sentymentalny. Fajny klimat, przyjemna melodia, mądry tekst. Polecam tym, którzy nie znają i tym co już znają od dawna bo może odkryją na nowo :)






Właściwie to nie wiem skąd i kiedy pojawił się w moim życiu. Wiem jednak, że już nie potrafiłem się od niego uwolnić. Wydany w 2005roku. Świetnie zrobiony utwór. Każda jego partia jest wartościowa. Niby aranżacja prosta ale jaka doskonała. Perkusja, a szczególnie uderzenie werbla surowe dla ucha. Partie gitarowe bardzo fajne, ciekawie urozmaicone dogrywkami raczej syntetycznego dźwięku smyczków. Ładna barwa głosu wokalisty. Jego wokal leniwy, trochę tajemniczy w zwrotkach, zdecydowany i mocny w refrenach. Całość dobrze brzmi w dość głośnym wydaniu. Słychać wtedy wyraźnie całą harmonię tej kompozycji. Bardzo dobry i jak najbardziej godny polecenia kawałek. 

Dziś pozwoliłem sobie przypomnieć utwory z lat 2005/2006 Utwory dla mnie szczególne. Bardzo je cenię i często do nich wracam gdy mam ochotę na najwyższej jakości dobrą muzykę. Niewiele jest kompozycji, którymi oprócz słuchania można się także delektować. Te zdecydowanie należą do tej grupy. Szacunek dla osób, które były zaangażowane w proces twórczy tej muzyki.

środa, 12 lutego 2014

Intense

Kolejny raz wracam do twórczości Armina. Spełniając moją obietnicę dziś chcę odnieść się do jego albumu studyjnego, który wydał w połowie 2013 roku. Płyta nosi tytuł Intense i jest piątą z kolei autorską pozycją w jego dorobku. 

Przygotowując się do tego posta katowałem tą płytę przez ostatni tydzień w moim samochodzie aby sobie przypomnieć materiał i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Muszę przyznać, że jest to pozycja specyficzna. Na pierwszy "rzut" dla osoby nie obcującej z muzyką trance wyda się lekko nudna. Wynika to, jak sądzę z faktu, że utwory w większości są wyrazem subtelności, wrażliwości oraz znacznej już dojrzałości artysty. Armin ma już swoje lata. Na scenie klubowej funkcjonuje nie od wczoraj i w związku z tym muzyka zawarta na tej płycie jest jakby spokojniejsza i bardziej wyrafinowana. Dopracowana w najmniejszych szczegółach. Nie odnajdziemy tu niepotrzebnych przejść czy zbędnych dźwięków. Domniemam, że pisząc te kawałki nie zależało mu na stworzeniu na siłę przeboju, który porwie masy. Zrobił coś, co aktualnie mu w duszy gra. I za to szacunek. Idealnym potwierdzeniem moich słów może być obecność na płycie "żywych" instrumentów. Szczególnie uwagę muszę zwrócić na tytułowy utwór otwierający całą płytę. Melodia główna prowadzona jest za pomocą niesamowitej wręcz barwy skrzypiec. Melodia i ten zadziwiająco rzeczywisty dźwięk robią wrażenie. Utwór moim zdaniem ogólnie jest odrobinę za długi i pod koniec robi się trochę monotonnie. Ale warto go posłuchać właśnie dla tych skrzypiec. Ciekawostką jest fakt, że przy nagraniu tego kawałka brała udział izraelska skrzypaczka z polskimi korzeniami. 
Biorąc pod uwagę, że Armin zatytułował całą płytę nazwą tej właśnie kompozycji pozwala mi sądzić, że moje domysły są słuszne.

Tak jak napisałem wcześniej pod względem technicznym całość jest fachowo zrobiona. Można wyczuć wysoką jakość i wieloletnie doświadczenie autora. Utwory są urozmaicone ciekawymi melodiami, rozbudowanymi przejściami czy efektami. Jak dla mnie idealna do posłuchania podczas podróży. 

Moje ulubione pozycje na płycie to dwa utwory:




Beautiful life  - Bardzo dobry kawałek. Mamy tu charakterystyczny dla Armina ciepły, melodyjny wpadający w ucho wokal, który jest świetnie skomponowany z aranżacją. Do melodii głównych zostały wybrane ciekawe barwy dźwięków a z kolei przy tym linia basu brzmi trochę surowo. Lubię szczególnie moment kiedy utwór zaczyna się rozpędzać od ok 1:40 a ok 2:08 wchodzi mocnym uderzeniem główny temat kompozycji. Mamy tu do czynienia z dużym ładunkiem energetycznym. Nie da podczas słuchania tej płyty nie zwrócić uwagi na tę pozycję. Idealnie brzmi głośno z mocno podbitym basem. 




Forever is Ours - Zdecydowanie mój faworyt. Prawdziwa perełka na płycie. Utwór świetnie poprowadzony, nieco zaskakujący, który doceniłem dopiero przy "którymś" kolejnym przesłuchaniu. 
Całość zaczyna się dość surowo, chaotycznie, dźwięki trochę industrialne sprawiają wrażenie jakby nie do końca pasowały do siebie. Jakby pojawiały się przypadkowo. Po ok 90 sekundach takiego wstępu wchodzi wokal. Typowy dla Armina. Ulubiona przeze mnie  ciekawa, działająca kojąco na zmysły barwa głosu połączona z dobrze wkomponowaną melodią. Po ok 2 minutach następuje wyciszenie, po którym utwór nabiera innego oblicza. Moment ten zaskakuje słuchacza. Pojawia się subtelne rozciągnięcie przestrzeni. Następuje delikatna i refleksyjna aranżacja, która wzmocniona wokalem powoli się rozkręca. Ok 3:27 następuje ponownie wyciszenie i utwór rozpędza się już melodią główną, której od ok 4 minuty barwa zmienia się w mocny i wyrazisty dźwięk syntezatora doprawiony delikatnym echem. Zabieg miły dla ucha. Ok 4:11 pojawia się główny temat utworu wraz z mocnym uderzeniem aranżacji. Całość robi wrażenie i niesie ze sobą duży ładunek energetyczny. 
Lubię wyjątkowo ten utwór. Zróżnicowany i zaskakujący. Zdecydowanie mój numer jeden na płycie. 

Fanom brzmień klubowych polecam cały krążek. Zawiera on wiele innych, dobrej jakości, interesująco zrobionych utworów, które zaspokoją oczekiwania najbardziej wymagających. Pozycja godna polecenia i wydanych pieniędzy.  

 

wtorek, 4 lutego 2014

Veni, Vidi, Avicii :)

Czy znacie już Avicii? Sądzę, że choć ten pseudonim może brzmieć nieznajomo to jednak czy tego chcecie czy też nie jego twórczość nie jest Wam obca. Zapraszam do przeczytania tego wpisu, który pozwoli poznać go bliżej.

Naprawdę nazywa się Tim Bergling. Jest pochodzącym ze Szwecji dj-em oraz producentem muzycznym brzmień klubowych z gatunku house z jego progresywną odmianą. Jego kariera zaczęła intensywnie nabierać tempa w 2010 kiedy pod innym pseudonimem Tim Berg wydał swój singiel Bromance oraz jego wersję z wokalem Seek Bromance. Do obu powstały różne, charakterystyczne dla artysty teledyski. Inny znany utwór z tamtego okresu twórczości wydany w 2011 to Levels.

Moja przygoda z Avicii rozpoczęła się w 2012 roku po wydaniu singla I Could be the One, który powstał przy współpracy z innym producentem Nickym Romero. 


 

Zarówno utwór jak i teledysk od razu zrobiły na mnie duże wrażenie. Kawałek świetnie zrobiony pod każdym względem. Producenci użyli miłych dla ucha barw ciekawie obrobionych przez efekty. Mistrzowsko poprowadzony. Po ok 1 minucie następuje wyciszenie aranżacji. Wchodzi ulubiony przeze mnie rodzaj żeńskiego wokalu nasyconego ciepłem z przykuwającą uwagę melodią. W tle rozwija się powoli równie intrygująca partia delikatnego syntezatora wzmocniona efektem echa. Przyjemnie się słucha tego elementu kompozycji. Po nim następuje rozwinięcie z mocną melodią i sporą dynamiką. Energia oraz zwiększające się nagle tempo muzyki sprawia, że nie możliwym jest aby ktoś nie zaczął chociażby poruszać do rytmu nóżką :) Muzycznie kawałek świetnie zrobiony i dopracowany. Idealnym uzupełnieniem tu jest teledysk. Kto z nas, pracujących na etatach, będących w podobnej sytuacji jak bohaterka klipu nie czuje frustracji? Kto nie ma dość i nie jest zmęczony nudną, dołującą pracą? Kto nie marzy o innym, beztroskim życiu na gorących plażach Świata? Myślę, że każdy miewa takie chwile. Niech każdy przyzna się teraz jak bardzo chciałby postąpić jak ona w 3:45 minucie. Pieprznąć wszystko i trzasnąć drzwiami bez względu na konsekwencje. Dziewczyna budzi sympatię. Trudno jest się z nią nie identyfikować. Trochę robi się jej szkoda pod koniec. Kiedy już udało się jej podjąć dobrą decyzję i była już tak blisko jej plany niweczy pewne wydarzenie. Dodam, że na drzwiach ciężarówki jest logo "2late"  :)
Szczególnie polecam. Dobry kawałek, zabawny, przemyślany teledysk. Całość wprowadza w dobry nastrój. Mój zdecydowany faworyt z pośród wszystkich numerów tego artysty.

W 2013 Avicii wydał kolejne trzy interesujące single: Wake me Up, You make me oraz Hey brother. Każdy z nich to dobrze zrobiona kompozycja utrzymana w stylu charakterystycznym dla autora. Szczególną uwagę chcę zwrócić na ten ostatni, w którym możemy usłyszeć niesamowity wokal Dana Tyminskiego. Utwór utrzymany w stylistyce country wzmocniony brzmieniami elektronicznymi. Musze przyznać, że ciekawie wyszło. Ponadto teledysk pozwala przenieść się w klimat amerykańskiego stylu życia. Mimo wszystko refleksyjny, trochę smutny. Ponownie wszystko starannie dopracowane tworząc dobrej jakości kawałek godny polecenia.





W przypadku tego producenta należy zwrócić uwagę na wyjątkowe teledyski. Są przemyślane i świetnie zrobione. Stanowią uzupełnienie utworu. Charakterystyczne dla Avicii jest to, że kilka z nich ma bardzo zaskakujące zakończenie. Tak jest w przypadku teledysków do Bromance, Seek Bromance, I Could be the One oraz moim zdaniem najmocniejszego z nich nakręconego do piosenki Silhouettes. Zakończenie spowodowało, że mocno zaskoczony musiałem obejrzeć ten teledysk jeszcze raz. 



 

Kariera tego producenta rozwija się stosunkowo od niedawna i sądzę, że stworzy on jeszcze wiele ciekawych utworów. Ja bardzo lubię jego muzykę i szczególnie polecam fanom klubowych brzmień przy których można trochę poimprezować.


niedziela, 2 lutego 2014

Patriotyzm muzyki buntu

Pewnie wielu po tytule posta zaraz pomyśli, że będę chciał się odnieść do muzyki rockowej lat osiemdziesiątych z okresu przemian ustrojowych w naszym kraju. Niestety. Ja wychowałem się w zupełnie innych czasach i realiach. Inne realia, inny bunt, to i inna muzyka.

Gdy kończyłem podstawówkę tworzył się w Polsce nowy gatunek muzyczny, który przyszedł do nas z zachodu. Do dzisiejszego dnia ma on tylu samo przeciwników co fanów. Mam ma myśli hip hop, którego początek w Polsce osobiście datuję na 1998 kiedy to pojawiła się pierwsza płyta Molesty Skandal. Nie było dzieciaka na osiedlu czy w szkole, który by nie znał kawałka Armagedon czy Wiedziałem że tak będzie.
W 1999 powstała grupa WWO założona m.in. przez Sokoła. Ich pierwsza płyta zawierała inny kultowy kawałek Jeszcze będzie czas. Jak sądzę wszyscy zwolennicy gatunku go znają. Ile to osób się zastanawiało co oni śpiewają chórem w pierwszej części refrenu. Ile ludzi tyle było wersji. Okazało się, że żadna nie była trafiona bo oryginał to: "kanabis, whisky, ananas..." :)
Innym ważnym momentem dla kształtowania tej muzyki było pojawienie się w 2001 filmu Blokersi Sylwestra Latkowskiego. Ponadto w tym samym roku swoją pierwszą płytę S.P.O.R.T. wydał Tede. Zawierała ona takie klasyki jak: Drin za drinem, Ona jest szmatą, Wyścig szczurów, Mróz. Uczyliśmy się tych tekstów na pamięć. 

Takie były początki. Narodziła się wtedy nowa forma wyrażania myśli przez młodych ludzi utożsamiających się ze zbuntowanym, pełnym agresji przekazem płynącym ze strony pozorujących na groźnych i zdeterminowanych hiphopowców w szerokich spodniach i z ogolonymi głowami. Z tego względu muzyka ta początkowo była głównie kojarzona z wulgarnymi tekstami opisującymi trudy życia młodzieży głównie dorastającej w rzeczywistości betonowych blokowisk wielkomiejskich osiedli.

Hip hop w Polsce rozwijał się bardzo intensywnie. Jak grzyby po deszczu powstawały nowe składy. Dzieciaki zaczęły nagrywać tzw nielegale. Z biegiem lat poprawiała się jakość tej muzyki. Teksty utworów stawały się bardziej dojrzałe. Aranżacje dopracowane i wpadające w ucho. Teledyski budziły coraz większe zainteresowanie. Pamiętam, że w tamtym czasie rap opanował stacje telewizyjne i radiowe. Powstawało wiele ciekawych utworów.

Przesyt tym gatunkiem muzycznym nastąpił, w momencie, gdy hiphop zaczął być tworzony na masową skalę i stał się bardziej komercyjny. Jego niszowy charakter i klimat zostały utracone bezpowrotnie. Dodatkowo zaczęło wyodrębniać się z ogółu tej kultury pewne zjawisko nazwane hiphopolo. Ogromny medialny szum wokół tej muzyki nieco ucichł. Na scenie pozostali najmocniejsi reprezentanci, którzy niejako tworzyli tę subkulturę w Polsce.

Należę do grona osób, które w pewnym sensie wychowały się na hip hopie. Rozkwit tej muzyki przypadał na czas kiedy byłem nastolatkiem mającym 17, 18 lat. Na warszawskich Bielanach, gdzie dorastałem ta muzyka otaczała nas praktycznie z każdej strony. Uczestniczyłem w tym wszystkim po przez zabawę w rap. Pisaliśmy teksty, tworzyliśmy aranżacje. Robiliśmy nagrywki, gadaliśmy rymami. To był temat numer jeden. Byliśmy tym mocno zajarani.

Minęło wiele lat od tamtej pory ale mimo to ja często powracam do kawałków z tamtych czasów. Ponad to staram się śledzić nowości wydawnicze artystów, których lubiłem, a którzy dalej tworzą. Dzisiejszy rap jest zdecydowanie dojrzalszy. Ludzie, którzy pozostali na scenie mają podobnie jak ja więcej lat i nie poruszają już w swoich tekstach oklepanych i nudzących tematów, takich jak osiedlowy melanż, nienawiść do policji, agresja czy fascynacja narkotykami. Obecny rap jest zupełnie inny. Choć dalej opowiada o "życiowych" kwestiach czy kontrowersyjnych problemach to jest jednak mniej wulgarny. Traktuje o poważniejszych i bardziej istotnych sprawach dla człowieka, takich jak m.in. właśnie patriotyzm. Jest kilka utworów, które cenię za to, iż pomimo tego, że mamy 2014 rok i niestety zatracamy swoją przynależność narodową na rzecz globalizacji na poziomie Europy czy Świata to one kształtują w młodych ludziach świadomość narodową i przypominają, że w pierwszej kolejności jesteśmy Polakami. 
I nie mam tu na myśli kawałka My Słowianie :)




63 dni chwały - Hemp Gru
Tekst tego utworu mnie osobiście powala na kolana. Aranżacja świetna. Kawałek nawiązuje do historii Powstania Warszawskiego. Uważam, że My, pokolenie młodych ludzi, urodzonych już w wolnej Polsce i żyjących w tych oto szybko zmieniających się czasach zapominamy o bohaterskiej postawie walczących o wolność z okresu II Wojny Światowej. Spotykam osoby, dla których ważniejsze są pierdoły i błazenada celebrytów czy losy gwiazd telewizyjnych seriali niż pamięć o historii naszego kraju. Spotkałem kiedyś kobietę, która nawet nie wiedziała kiedy wybuchła wojna, tłumacząc się tym, że jest to dla niej mało istotne. To przykre. Tekst tego utworu daje do myślenia. Budzi ducha patriotyzmu. Bardzo lubię, czasem potrafię słuchać kilka razy.





Nie pytaj mnie o nią - Eldo.
Moje pierwsze skojarzenia to odniesienie do pewnego programu publicystycznego pewnego znanego dziennikarza i do jego nazwy w formie pytania o nasz kraj. Po jakimś czasie przypadkiem dowiedziałem się, że jest to kawałek bazujący na piosence Obywatela G.C. pod tym samym tytułem. Trochę się rozczarowałem ale nie straciłem szacunku do tego utworu i do jego autora. W tekstcie ani razu nie pada słowo Polska czy ojczyzna. Do końca nie wiadomo o czym śpiewa Eldo. Łatwo się jednak domyśleć, że utwór ten jest charakterystyką naszego kraju. Kolejny dojrzały kawałek budzący uczucia patriotyczne, koło którego nie można przejść obojętnie. Bardzo dobra aranżacja. Mądry tekst.


    


Dokąd idziesz Polsko - Tede
Trzeci przykład odnoszenia się do kwestii narodowościowych. Utwór tekstem nawiązuje do innego ważnego wydarzenia w naszej historii ale nie tak bardzo odległej. Chodzi tu o katastrofę smoleńską z 10.04.2010. Tytuł moim zdaniem, podobnie jak w poprzednim przykładzie budzi skojarzenia ze wspomnianym już programem pewnego dziennikarza. Tede nawiązuje tu bardziej do chorej sytuacji w polskim społeczeństwie i do całego podziału jaki powstał po tym wydarzeniu. Cieszę się, że powstał taki utwór bo osobiście się z nim utożsamiam. Jaka jest prawda, jakie się cyrki i paranoje związane z tym tematem sądzę, że każdy kumaty obywatel wie. Marsze, kłótnie, walka o krzyże, pomniki. Dyskusja o tym, że zamach, nie zamach, a może brzoza, a może to jednak nie brzoza, ten winny, albo tamten...no żesz kurwa! Ludzie! Ja mam już dość! W tamtej katastrofie zginęło wiele ważnym osób dla naszego kraju a my, zwykli obywatele, którzy nie budujemy na Smoleńsku kariery medialnej czy kapitału politycznego, zamiast wracać pamięcią w zadumie, z szacunkiem dla ich życia, wspominając czy łącząc się w tragedii z ich bliskimi i rodzinami to bardziej mamy ochotę puścić pawia na to, jak nawiązując do tego tematu osoby medialne wywołują spory, dzielą naród, zaczynają głupie dyskusje starając się wybić przy okazji i coś ugrać. To wszystko jest mocno żenujące, obrzydliwe. Każdy kto w tym całym cyrku uczestniczy powinien wsłuchać się w ten tekst, pomyśleć i się zawstydzić. Polecam tym, którzy myślą podobnie.





Na koniec mam coś dla emigracji. Funky Polak - Pamiętaj. Raper na stałe mieszka w Stanch. Utwór przesiąknięty tęsknotą i szacunkiem dla ojczyzny. Dobry numer, który możecie kojarzyć z walkami Tomasza Adamka. Spojrzenie na kwestię ojczyzny z punktu widzenia osoby mieszkającej daleko od Polski. Poruszające jest to, że tekst skierowany jest do dziecka, dokładnie do syna. Ojciec starający się budować miłość do ojczyzny u swojego syna to dla mnie mocny przekaz wzmacniający ten utwór. Syna, który  prawdopodobnie urodził się już na obczyźnie. Najważniejsze to nie zapomnieć. Jesteśmy wartościowym krajem, wartościowym narodem. Udowodniliśmy to na kartach naszej historii. Czasem tylko o tym zapominamy. Niepotrzebnie uważamy się za gorszych na tle Świata. To, że gospodarczo jest u nas do dupy, a prawo mamy beznadziejne to nie wina Polski tylko nieodpowiedzialnych ludzi, którzy za to wszystko odpowiadają, a którzy nie potrafią sobie z tą odpowiedzialnością mądrze poradzić. Jeśli w kimś po przeczytaniu tego posta nie obudził się duch narodowy i nie podniósł się poziom patriotyzmu to nie wiem co może to uczynić. Moim zdaniem to cztery wartościowe kawałki dla każdego kto lubi hip hop i na każde narodowe święto nie wstydzi się wywiesić polskiej flagi. Nie przypominajmy sobie o tym, że jesteśmy Polakami tylko przy okazji meczów naszej piłkarskiej reprezentacji. 


P.S. Przy okazji tego wpisu polecam wszystkim blog Biszopa. 
  

poniedziałek, 20 stycznia 2014

A State of Trance 2013



Zgodnie z moją obietnicą, jaką złożyłem pisząc post o Arminie Van Buurenie powracam do jego twórczości. Tym razem chciałbym napisać o jego projekcie muzycznym kryjącym się pod nazwą A State of Trance. Jest to audycja radiowa związana z muzyką trance prowadzona na antenie rozgłośni internetowej przez Armina w każdy czwartek od godz. 20:00.

Po raz pierwszy projekt ruszył w 2001 roku. Bardzo szybko zyskiwał popularność i został uznany za najlepszą audycję radiową na świecie. Cieszy się dużą popularnością nie tylko wśród fanów muzyki trance. Szacuje się, że tygodniowo słucha jej regularnie ok. 30 mln osób w 40 krajach (m.in. w Polsce na antenie radia Eska).

Od 2004 roku wydawane są płyty pod tą samą nazwą. Ponadto od 2009 roku organizowane są również ogólnoświatowe imprezy promujące audycję. Jedna z takich imprez odbyła się w 2010 we Wrocławiu.

Płyta, którą posiadam to ubiegłoroczna A State of Trance 2013.
Pomimo, że mamy już 2014 rok i powoli można by się spodziewać wydania kolejnej części to ja chciałbym polecić kilka interesujących utworów z tego właśnie wydawnictwa.
Album składa się z dwóch płyt i ma charakter seta co oznacza, że pomiędzy kolejnymi utworami nie ma przerw. Wszystkie są ze sobą zgrane w jedną całość a pomiędzy kolejnymi trackami  utworzono odpowiednie przejścia pozwalające lekko i przyjemnie wchodzić w klimat następnej kompozycji.
Autorami utworów są głównie artyści skupieni wokół wytwórni Armada. Znaleźć tutaj można również utwory samego Armina, który jest odpowiedzialny również za selekcję  oraz zmiksowanie całej kompilacji.

Muszę przyznać, że cała płyta jakościowo jest dobra. Z pełną odpowiedzialnością polecam ją osobom lubiącym kojące i melodyjne, pełne przestrzeni brzmienia charakterystyczne dla tego gatunku muzyki, szczególnie polecam do słuchania w samochodzie. Przyjemnie się prowadzi słuchając tych kawałków. Ta płyta to świetny towarzysz w podróży. Idealne rozwiązanie na prezent.


 




Moim zdaniem najlepszy kawałek na płycie. Bardzo dynamiczny. Ciekawie rozciągnięta przestrzeń. Idealny do samochodu lub na rower. Bardzo lubię tego typu wokal.






Ze względu na wokal i odczucie przestrzeni podobny do poprzedniego utworu. Nieco spokojniejszy, bardziej refleksyjny. Cechuje go mniejsza dynamika. Przy tym kawałku można się odrobinę wyciszyć. 








Ciekawa propozycja bez wokalu. Ładnie prowadzony, dynamiczny. Szczególnie lubię wstęp utworu do ok 0:50 sek. Miłe dla ucha, kojące barwy padu w połączeniu z partią operową, po których wchodzi mocna i wyrazista melodia główna. Do tego nisko osadzony wyrazisty bas. Całość tworzy świetny kawałek.

Poleciłem tylko kilka utworów, które uważam za najlepsze. Na płycie oczywiście jest wiele innych, równie dobrych. Czekam już na kolejną płytę z 2014 roku.