poniedziałek, 20 października 2014

so many faces of one

Istnieją utwory w historii muzyki tak dobre, że pomimo swojej leciwości są wciąż popularne i cenione.  Nie tylko świetnie sobie radzą w oryginalnej wersji ale są zmieniane i aranżowane na nowo przez wielu artystów z kolejnych pokoleń. Interpretacji jednego z takich przykładów chcę poświęcić dzisiejszy wpis.

Utwór został wydany w 1981 roku i wraz z piosenką You Came, jak sądzę jest wizytówką brytyjskiej wokalistki Kim Wilde. Cambodia, bo o ten właśnie mi chodzi. Myślę, ze nie ma osoby która mogłaby nie kojarzyć tego kawałka. Charakterystyczna, wpadająca w ucho melodia. Ta piosenka to klasyk muzyki lat '80. Miło się jej słucha. Ciekawie zaaranżowana. Z dobrym, poruszającym i smutnym tekstem. W teledysku jakże charakterystyczna fryzura dla tamtych czasów. :)




Fakt, utwór dobry i wciąż doceniany pomimo tak wielu lat. Jednak nie on sam skłonił mnie do przemyśleń na swój temat. Jakoś z rok temu przypadkiem natknąłem się na świetny cover tej piosenki pewnego norweskiego zespołu. Gatunek muzyczny w jakim został on na nowo wykonany przez tę grupę znacząco odbiega od oryginału. Pomimo to uważam, że wyszło bardzo dobrze. Zespół ma dość dziwną nazwę. Apoptygma Berzerk. Muszę przyznać, że ta wersja wyjątkowo trafia w mój gust. Szybkie tempo, mocne brzmienie, energiczny wokal, dobra melodyjna aranżacja. O ile oryginał jest bardziej melancholijny i refleksyjny w przypadku wersji Apoptygma mamy do czynienia ze sporą dawką muzycznej energii. Utwór nieźle pobudza. Do kompletu otrzymujemy ciekawy teledysk. Chociaż moim zdaniem wokalista mógłby dać sobie spokój z tym makijażem. Po za tym wszystko na 5. Polecam.
Dla zainteresowanych podpowiem, że zespół ma jeszcze inny dobrze zrobiony cover piosenki Shine On.





Kolejnym przykładem ciekawie zrobionego coveru tej piosenki jest wersja artysty o nazwie Pulsedriver. Jest to niemiecki dj oraz producent, którego najbardziej znanym kawałkiem jest właśnie przeróbka Cambodii wydana w 2000 roku. Utwór jakże leciwy, ale wciąż wyróżniający się dobrą jakością wykonania, dostarczający wielu pozytywnych odczuć muzycznych, i to pomimo, że gatunek, który reprezentuje bardzo mocno ewoluuje w różnych kierunkach a tempo zmian w trendach tegoż gatunku postępuje w zastraszającym tempie. To co było na topie jeszcze rok temu dziś już jest przestarzałe i nudne. A mam tu na myśli szeroko pojętą muzykę elektroniczną lub jak kto woli, żeby było bardziej na czasie - klubową. Jest to wersja warta wyróżnienia zarówno w grupie coverów, jak również jako samodzielny utwór muzyczny. Wyraźnie czuć tu powiem muzyki elektronicznej z początku ubiegłej dekady ale dla fascynatów nic to nie szkodzi w docenieniu kunsztu autora. Prosty rytm, proste zaaranżowanie melodii z oryginału. Prosty, charakterystyczny dla tamtego okresu schemat ale jak fajnie wyszło. Po prostu klasyk. Lubię i już.



   


Tak oto na tym jednym przykładzie należy przyznać, że prosta piosenka wywodząca się z nurtu dance lat osiemdziesiątych świetnie, o ile nie lepiej radzi sobie wiele lat później w nowych wersjach, w zupełnie innych gatunkach muzyki. Zastanawiam się co jest siłą tego utworu. Wiele jest piosenek, które już w oryginale są słabe a ta, no proszę, w kilku różnych odsłonach i każda jest dobra. No to tylko się cieszyć. :)